Kłopoty zawsze lubią chodzić parami zauważyłeś to?
Lekarz ma rację. Moja mamcia była po rozległym udarze, którego efektem był paraliż. Też ją dopadło ją zapalenie płuc i to bez gorączki. Pierwszym objawem było właśnie splątanie. Nie miała nawet kaszlu. Kiedy wezwałam karetkę i zabrali mamcię do szpitala, postawili diagnozę i byłam w szoku, że ma zapalenie płuc. No bo jak to? Bez kataru, kaszlu, gorączki? Leżała 2 tygodnie na oddziale. W pierwszym tygodniu nie było widać za bardzo poprawy choć lekarze twierdzili, że jest. Ja jej nie widziałam. Mamcia nie jadła, była blada, miała sińce pod oczami i była bez kontaktu, wyglądała okropnie. Poprawę naocznie zauważyłam dopiero na początku drugiego tygodnia. Zaczęła jeść, wrócił kontakt i było coraz lepiej. Po pełnych 2 tygodniach wróciła do domku. Bałam się o nią okrutnie.
Żeby było ciekawiej to targały mną wyrzuty sumienia, że nie dopilnowałam mamci. Szymona tydzień wcześniej potrącił na pasach samochód i leżał tydzień w szpitalu w innym mieście więc do mojej rodzicielki przychodziła siostra, a ja jechałam do niego do szpitala. Szymona ze szpitala przywiozła karetka o godz. 10:00 rano, zamontowali go na łóżku, a mamusię karetka zabrała tego samego dnia o godz.13:00 . Wyłam jak pies do księżyca z niemocy, bo mąż w pracy, mamcia w szpitalu i trzeba do niej lecieć, Szymon leżał w domu z nogą na wyciągu i nie był w stanie sam nic zrobić. Chodziłam dosłownie po ścianach padając na pysk ze zmęczenia. Kiedy wypisali mamcię miałam już lżej, bo biegałam między nimi od pokoju do pokoju.
Cały czas zaciskam kciuki za mordeczkę i oczywiście za Twoją mamę. Mam głęboką nadzieję, że da radę i wszystko się dobrze skończy. Trzymajcie się i bądźcie silni w tych trudnych chwilach.