Pani Ania przyjechała, mimo okropnych warunków na drodze. Nawigacja kieruje bocznymi drogami (czyli nieodśnieżone, śliskie, do tego śnieżyca...) z powodu budowy obwodnicy w Pułtusku.
Porozmawiałyśmy w domu przy kawie i pączkach, odniosłam korzystne wrażenie co do pani, warunków, poprzednich psów. Potem wzięłyśmy wszystkie cztery psy do ogrodu, do sadu. Nesia po chwili zaczęła podchodzić do ręki pani Ani, właściwie do smaczków, podbiegała z radością, a moje suczydła mało jej na głowę nie weszły A potem wzięła Nesię na smycz i poszły na spacer po wsi. Oj, nie było ich ze 20 min, już się martwiłam, że zabłądziły... Ogólnie: Nesia zapadła pani w seducho. I dylemat, czy zabrać Nesię do domu teraz, zaraz? Czy - jak tłumaczyłam - przyjechać później, z kimś i bezpiecznie pokonać te 120 km ma Służewiec. Zastanawiałam się, dlaczego pani Ania nie przyjechała z kimś, albo z szelkami transportowymi, skoro rozważała adopcję?... No i umówiłyśmy się na weekend, ma przyjechać "ze starym", ktokolwiek to jest, mąż czy partner. Tak że Nesia nadal dzieli kojec z miejscówką z przedpokoju.