To jest naprawdę przerażające przeżycie, na początku roku przeżywaliśmy jej udar, ale to nic w porównaniu z tym co wczoraj się z nią działo.
Na chwilę obecną mam się podobno nie martwić... Po godzinie 7 pomogłam jej wstać, ledwo chodziła, zaczęła dyszeć, brzuch się powiększał, ale po chwili wracał do normalnej wielkości.
Kiedy leży wszystko jest dobrze(sama nie jest w stanie wstać), oddycha spokojnie, brzuszek nie jest wzdęty. Na leżąco wypiła trochę wody, widać też, że bardzo chciałaby coś zjeść. Niestety zalecenie na dzisiaj tylko woda, a jutro garstka mięsa co 4h.
Widać, że moja Desi jest bardzo zmęczona, ale obecnie nie wygląda jakby cierpiała...