Tam gdzie mieszkam, całe szczęście nie ma agresywnych psów, a jeżeli są to w kagańcach. Tak poza tym to raczej wszystkie chodzą na smyczy, niezależnie od charakteru. Raz czy dwa przybłąkał się jakiś duzy, agresywny pies (całe szczęście uciekłam), ale później już go nie widziałam.
Ja mam jamniczkę, która na widok dużych psów kładzie się na brzuchu, a na widok małych (a już szczególnie jamników - rozpoznaje swojego ;)) leci z uśmiechem na mordce ;). Oczywiście znam wszystkie psy w okolicy i wiem, które są chętne do kontaktów, a które nie. W razie czego skracam smycz i nie ma problemu.
Wiem, że mam szczęście, bo już osiedle dalej debili z amstaffami bez kagańców czy rottków luzem nie brakuje, ale ja tam całe szczęście chodzić z psem nie muszę. Gdy widzę coś takiego to po prostu rozsądnie schodzę z drogi i zachowuje spokój, bo to jedyne wyjście.