Jump to content
Dogomania

Kasie

Members
  • Posts

    2233
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by Kasie

  1. Witam miłośników Linkiego (o ile tacy tutaj są) :roll: No bo tak acisza w tym temacie... Linki ma się nieźle. Apetyt dopisuje, na spacerach biega (na tych 3 łapach). Chora łapka znowu jest mocno opuchnięta. Dziś znowu pojedziemy na kolejny zastrzyk do weta (po ostatnim pięknie sklęsła). Ta rana między poduszkami ładnie się goi. jest jeszcze zaczerwienienie ale Linki jż tak tego nie wylizuje, nie ma tam opuchlizny. Rana na łokciu brzydka... :shake: Nie ma pojęcia jak przy takich ranach postępuje gojenie. Tutaj jest naprawdę bardzo duża powierzchnia otwarta... Rana jest oczywiście czysta, 3-4 razy dziennie jest odkazana, zmieniamy opatrunek,podaję środki przyspieszające gojenie. Ale mam teraz wrażenie ze brzeg rany jest bardziej opuchniety. I ze wszystko w środku jest jakieś takie nabrzmiałe. Lincoln bardzo to drapie. Na opartunek jałowy nakładam zawsze pampers (wchłania wydzielinę i zapewnia , ze jest miękko, że mechanicznie nie uszkadza), to jeszcze dodatkowo bandażem zeby nie zdarł drapiac się i na to icdzie rękawek wiązany na grzbiecie. Może ja daję za duzo tych warstw i nie dochodzi tam powietrze? Tylko że w innym wypadku on to rozdrapie. A co do zachowania Linkiego... Hmm. Łobuz! Ucieka nam z domu do ogrodu i zaszywa się pod krzakami (winogron, forsycja, porzeczki). Nie przychodzi na zawołanie i trzeba go szukać. A jak już jest w domu to ładuje się do łóżka. Dziś w nocy wskoczył do mojego i śmiertelnie mnie przestraszył. A specjalnie zostawiłam otwarte drzwi żeby słyszeć, czy nie wylizuja sobie ran i cz sie nie drapią z Aszotem. Wczoraj ponownie musiałam go wykapać. Bo Linki po prostu wytarzał sie w popiele z ogniska :mad: Nie było nawet mowy o wyczesaniu tego. Ale Camara, ten szampon kóry kupiłyśmy dla psów z długą sierścia jest rewelacyjny! Przez sobote nie było mnie w domu, wróciłam w niedzielę i wiecie że Linki się ucieszył? Juz mnie poznaje. Machał jak szalony ogonem, wylizał mi rękę a Aszota jak dopadł to tym śmiesznym jezykiem wylizał mu nos!
  2. Ja nie rozumię, co Wy chcecie od tego biednego Fuksa... Przecież zielony kolor jestcałkiem fajny ;) Powiedzmy ze to taki make up o poranku. Albo kamuflaż przed spacerem, zeby być mniej widocznym na tle krzewów i trawy. Chłopak po prostu kombinuje. I na pewno był dumny ze swoich kolorów.
  3. A bo flizy są krakowskie :p Kafelki, płytki itp w innych regionach Polski.
  4. Agnieszko, gratuluję! CZyli jest bardzo realna sznasa na dom dla Murzyna! Ale sie cieszę, Ty wiesz dlaczego jest mi głuio w stosunku do niego...
  5. A po co mu kupować? On tylko pod nim spi... Bo prawie go nie widać wtenczas.
  6. A ja się tweraz w donosiciela pobawię... Haniu czy wiesz, ze Kasia voc tez ma teraz wajmara w garażu? Tak zupełnie przez przypadek ;)
  7. Właśnie dostałam telefon z domu. Linki jest latającym psem. Dzisiaj jak zwykle zamknęliśmy gow domu, żeby nie wybrudził sobie łapy z raną. Rodzice wrócili i gdzie jest Link? Na polu, śpi pod winogronem. :crazyeye: Jak sie wydostał? Przez okno z łazienki, było zostawione uchylone i podparte. Staranował podparcie, zdrapał okno i wyskoczył z pierwszego piętra. :angryy: Chyba nic mu się nie stało. Nadal kuleje na tą bolącą łapę ale już zdążył spałaszować całą miseczkę. Czyli mam powtórkę z Aszota...
  8. Właściwie całą relaję z życia Aszotowego zdałam na wątku Lincolna... No, może oprócz tego, że Aszot liże sobie jednak te rany na łapach po wycięiu brodawek. I dlatego musi być ten kołnierz. A z Linkim dogadują sie bez problemu. Aszot każdemu ustąpi. Tylkojest zazdrosny o mnie, czasem z takim wyrzutem na mnie patrzy, że aż mi jest wstyd. bo na przykład wziełam na spacer Linkiego a nie jego.
  9. No proszę Gosiu, aleś sie Bajki nie z tej Bajki dorobiła! A pamiętam jak Grześ mi mówił że u Was to tylko molosy mogą być bo kojce duże. A jednak życie weryfikuje takie drobiazgi...:cool1: Ale na Belkę uważaj. Pamietasz jak było z Aszotem? Kilka razy super a pewnego razu po prostu sie na niego rzuciła i go pogryzła. W jej wykonianiu to zawsze moze być cisza przed burzą. A Linki... Daje popisy. Wczoraj musiałam wieczorem wyjść z domu, wziełam ze sobą Aszota bo on teraz tak wszędzie by za mną łaził a ja mam dla niego mało czasu. Linkiego znowu zamknęłam w domu. Wracam po może 2 godzinach a gdzie Linki? W moim łóżku, głowa na poduszce, rozwalony i wcale nie zamierza zejsć! :-o Ściągłam go na siłę a ten zaraz hop z powrotem. Zaczynam odkrywać jego cechy: przede wszystkim uparty :mad: Jak jemu sie coś nie podoba to będzie naginał to do granic możliwości, bierze na czas itd. Dzisiejsza noc była koszmarna. Jest też teraz u mnie Znaurii wiec mam 3 psy (o jakiegoś za dużo). Znaurik cały czas warczy na Linkiego. Sytuacja niezręczna bo każde z nich czuje się jak u siebie i chce dominować no i zaczynają ustalać hierarchię. Jako osobnika alfa chciałam wypromować Aszota,ale on sam to olał (poszedł spać). jemu po prostu jest obojętne byleby mu ten cholerny kołnierz ściągnąć. On sie z każdym dogada. Jego z Linkim moge zostawic zamknietych i nic sie nie stanie, i Aszota ze Znaurii tez i jest spokój. Znaurii miała spac w pokoju a Linki z Aszotem w przedpokoju. Ale chłopkaki też sie ładowali do pokoju. No i ich wpuściliśmy. Nasz błąd. Aszot całą noc tłuk się kołnierzem, kręcił sie o wszystko sie ocierał. A Linki zabrał sie za gryzienie swojego opatrunku :mad: Mlaskał przy tym niemiłosiernie. Ilekroc trącił Znaurii ta warczała. Więc bez przerwy trzeba było Linkiego odciągać od jego łapy, Aszota układać dl leżenia a Znauri uspokajać. Dlaczego ich nie wyrzuciliśmy? Bo mi ich żal było... Za miękka jestem. Znaurik i tak musi zostać w pokoju bo największy agresor. To Aszot tak miłosiernie patrzy bo on teraz wszędzie za mną... To przecież Linkiego samego nie zostawię... Efekt nocy: niewyspani jestesmy, oczy czerwone a w pokoju "zapaszek". Rano walka o miskę. Znaurii dostawiła sie do miski Linka a to nie Aszot, nie odszedł tylko zaczął warczeć. No i sie troche poustawiały. Ale interweniowaliśmy w końcu. Linki zaczyna byc charakterny. To nie jest przytulanka. Zaczyna bronić domu, szczeka, robi sie czujny. Ale też chce być przywódcą stada. Zaczyna pokazywać zęby, warczy. Na szczęście nie na nas, domowników. Ale jak jest w ogrodzie a ktoś idzie chodnikiem to już rzadko przepuści.
  10. No to pozdrowienia dla zaniedbywanego Fuksika forumowo ;)
  11. Wczoraj prawdopodobnie Aszot mocno wymiotował (Aszot a nie Lincoln) ale nie mogę być tego pewna. Obaj byli zamknięci w domu, obaj są na lekach, obaj są leczeni. Obaj jedzą to samo. Ale Aszot miał później kiepski apetyt. Camara mówi,ze do 3 dób po narkozie nie mam co panikować. A wieczorem juz jadł normalnie i nie wymiotował, i pije i sika. Choć nie widziałam kupki. Oczko wygląda ładnie. Kołnierz ciągle rozwala, jest już w połowie zdewastowany. Ksera, kupie Ci nowy, przpraszam za ten. On po prostu wali tym kołnierzem, zaczepia nim o wszystko i wszystkich i wtenczas ciągnie się na siłe. I jeszcze bardziej chodzi za mną: wszędzie, nawet po domu. I tylko patrzy czy jestem.
  12. Ja ją przemywam za każdym razem bo już obsesji dostaję żeby się jakieś zakażenie nie wdarło. I ciągle tylko sprawdzam, czy nie ma tam nic brudnego, jakiegoś paprocha itd. To jest chyba najlepiej wyoglądana rana :roll: Linkolon jest niesamowity. Pies ideał! Zostaje sam w domu i cały czas śpi. Zachowuje czystość. Tak jak Camara napisała, znosi bez mruknięcia wszystkie zabiegi przy ranie. Dzisiaj nawet sam stanął jak zobaczył ze szykuję opatrunki. I podszedł w moją stronę. A później dzielnie stał przy przemywaniu, nie próbował się położyć nawet. Na mój czy rodziców widok zaczyna machać ogonem, na imię jeszcze kiepsko reaguje. Jak przystało na psa mającego cos z molosa, wołany strzyze uszami i odwraca głowę w bok: kogoś wołają, udaję że nie mnie bo nie chce mi sie wstać. Sierść po kąpieli ma nadal szorstką ale to wszystko do nadrobienia. Pozbyliśmy sie całej masy pcheł, teraz jest już regularnie szczotkowany wiec i sierść dojdzie do siebie. Dobrobyt już zaglądnął w oczy Linkiego. Wczoraj podaję mu kawałek mięska z kurczaka a on leży i nic. Podsunełam pod pyszczek, zarzucił tym swoim smiesznym językiem ale nawet nie podniósł głowy. Po chcwili dopiero tak od niechcenia łaskawie zjadł...:razz: Niestety, nauczył sie chodzić na 3 łapach i odciąża tą chorą prawie całkowicie. Biega jak szalony na tych 3. Przypinam go bardzo krótko na smyczy i zmuszam, zeby szedł wolno bo wtenczas podpiera się na tej łapince. A wogóle to łapka po ostatnim leku bardzo ładnie sklesła i prawie nie ma juz opuchlizny.
  13. Spróbuje z aloesem. Tata go hoduje na nalewkę, ale co tam nalewka :cool1: Lincoln to sprawa nadrzędna! A co do zmiany opatrunku. Kinga dała mi zalecenie że niby raz dziennie go zmieniać. Zmieniałam 4-5 razy dziennie bo po prostu lało się po łapie. Solcoseryl aplikujemy jak najbardziej. I jeszcze czekam na lek od niufy. Ale fakt, będę zmieniała przynajmniej 2-3 razy. Tylko nie chcę też ciagle mu tego przemywać, ciagle grzebać w tej ranie. Żeby to miała jakąś mozliwość gojenia sie.
  14. Wczoraj z Camarą wyciągnęłyśmy werflon Aszotowi. Jakoś tak miał niefortunnie założony, że wyrywałyśmy mu sierść, i w jednym miejscu była odparzona skóra. Poza tym chłopak ma sie całkiem dobrze. Ma apetyt, o wszystko zachacza kołnierzem. Mam nadzieję że bedzie szczęśliwy finał tej historii. Żeby tylko te wyniki nie były najgorsze z histopatologii. I bez przerzutów...
  15. Camara jest ekspertem od opatrunków, ja jej mogę certyfikat wystawić. Jak wczoraj założyła Linkiemu opatrunek z podpaski tak do dzisiaj sie nawet nie przesunął z łokcia!:multi: Dzis rano nie zmieniłam go bo tak ładnie leżał ze az mi go było szkoda ruszać (opatrunek, nie Lincoln). Owszem, przemoknął ale nie tak bardzo jak zazwyczaj. Wiec zostawiłam. Wymasowałam tylko łapę. Może i jest mniej spuchnieta? Ale Linki nauczył sie że można na niej nie stawać i skacze na tych 3 niebolących. A pan psi doktor kazał obciążać łapę. Dziś po południu popracuję nad tym. Dzisiejszej nocy Linki i Aszot szczekali! Podobno obaj maja piękne głosy które by i umarłego obudziły (tak to tata skomentował mało zadowolony rano). A że obaj byli zamknieci w domu więc na pewno było ich słychać. No i jeszcze jeden szczelił sobie kupke, ale kulturalnie, tuż obok dywanu :evil_lol: Troche taka rozwolniona i o niewłaściwym kolorze. Nie wiem który, ale obaj są na lekach, Aszot po narkozie więc to chyba nie jest jeszcze nic niepokojącego. A co do opieki nad psami... To nie ma tu mojej zasługi. Tylko tyle, że ja piszę. Moja mama głównie, i Camara. Wczoraj całe popołudnie (z 6 godzin) męczyła Linkiego. ;)
  16. Byłyśmy u weta. Łapa puchnie ale podobno to dobrze... Że jest krążenie płynów a ze rana jest poważna wiec opuchlizna jest czymś normalnym. Ta rana miedzy poduszkami... No cóż. Moze to być wszystko. Odparzenie, uczulenie. Dostał na to leki, w czwartek idziemy do kontroli. Cały czas dostaje antybiotyk, nie ma gorączki. ŁĄpa puchnie tez dlatego, ze Linki jej nie obciąża, nauczył sie skakać na 3 łapach. Wet dołączył jeszcze zalecany masaż łapki. DZisiaj Camara wymyśliła baaardzo kobiecy sposób opatrywania rany...;) Podpaski moga miec przecież wiele zastosowań. Ale Camara jest pomysłowa! A Linki tera śpi pachnacy... I wogóle sie taki bardzo szczeniacki zrobił...
  17. Dzięki za wszystkie kciuki i dobre myśli. Ale sami wiecie że nie sposób się nie przejmować. Wazne, że operacje dobrze zniósł, że się wybudził. I sam doszedł do samochodu przeze mnie ciągniety do przodu a przez doktora pchcany i podciągany do góry za ogon. I już wieczorem miał ochotę na zjedzenie jakiś smakusiów. I cokolwiek bedzie dalej, to będzie musiało być dobrze. Ważne, że on sie dzielnie trzyma i wcale po nim nie widac jakiejkolwiek choroby. A zapomniałam Wam napisać, że Aszot był na ściance wspinaczkowej (nawet tam go zawlokłam) a raczej był do niej przywiązany. I bardzo mu sie to podobało bo wszyscy go głaskali: taki misiu!
  18. Tak, jak zapytasz o HMB to powinni wiedzieć, to jest z tej samej serii co L-karnityna. Nie mam pojęcia jak to się ma do rozwolnień. Ale Aresowi pomogło na chodzenie, po 2 miesiącach znacznie lepiej sie poruszał i przytył o kilka kg. Później musiałam to odstawic bo siadły mu nerki (z innego powodu). Jest jeszcze jeden środek odbudowywujący mieśnie, pozwalający przytyć i zwiększający łaknienie. Podaje sie go ludziom z chorobą nowotworową. Podobno jest bardzo łagodny. Ale jest bardzo drogi: butelka to koszt 300-400 zł o ile pamiętam. Ludzie z nowotworem maja to refundowane. Możesz tez o to zapytac w aptece, moze maja jakieś zamienniki?
  19. Irmo, gdy mój Ares na starość mocno chudł z powodu licznych chorób, jeden z wetów zasugerował HMB. Jest to suplement diety, biorą go sportowcy aby zwiększyć masę mieśniową, wspomaga wychwyt białka i wbudowywuje go w mięśnie. Można dostać w aptekach. Może by pomógł Serwo?
  20. Aszot już po operacji. Niestety, to nowotwór, były dość znaczne nacieki :shake: i prawdopodobnie złośliwy. Wynik histopatologii będzie za 3 tygodnie. Na powiece ma az 5 szwów załozonych. Usunięto też zmiany z łap (takie brodawki). Dzisiaj już doszedł do siebie, ma apetyt, chce chodzić na spacer. Tylko mu ten nieporęczny kołnierz przeszkadza i wszędzie nim zaczepia. Mam psi szpital w domu: Linkiemu trzeba zmieniac opatrunki albo moczyć łapę i pilnować żeby nie zabrudził rany. Aszotowi trzeba zakraplać oczy i przemywac ranki. I ręce cały czas śmierdzą mi medykamentami: riwanolem, wodą utleniona itd...
  21. A Linki jak to Linki. Urzęduje na całego. Zadomowił się w domu, zajął chodnik Aszota w wiatrołapie. Je ale zaczyna już wybrzydzać, jedzenie zostaje w miskach. Co do rany. Ta na łokciu już nie krwawi ale cały czas jest mocno wilgotna, leje sie z niej płyn surowiczy. Dosć gruby opatrunek po godzinie już jest przemokniety. Zmieniam opatrunki 3-4 razy dziennie. Mama uszyła mu rękawiki na łape ucięte ze starych koszul, mają troczki i wiąże sie je na grzbiecie (Linki ne może ściągnąć opatrunku i rana się nie brudzi). Rana jest czysta, tak mi sie przynajmniej wydaje ale cały czas dosć mokra. Gorzej z ta raną na poduszkach łapy. Łapa jest mocno opuchnięta. Niby rana wygląda lepiej, jest zaczerwieniona ale już mniej. Tylko opuchlizna coraz większa. Linki zaczal rózwież biegać: na 3 łapach szybciutko skacze aż go trudno dogonic.
  22. A z zycia Linkiego (tak na niego wołam, bo to jeszcze dzieciuch, taki smieszny przynajmniej: Linki-Linki). Apetyt ma jak nic. Już wie, że kuchnia to okazja aby cos zjeść. Wiec rozkłada się w drzwiach miedzy kuchnią a przedpokojem i czeka. A nóż przyspieszy wypadanie smakusiów z lodówki? Miskę dostaje 4-5 razy dziennie po około litrze ryzu z kurczakiem. W kojcu spedził pierwszą noc. I tyle kojec widział. Śpi więc w domu razem z Aszotem. Aszot na niego nie reaguje ani on na Aszota, leżą obok siebie i tyle. Linki chetniej jednak śpi na polu: szuka sobie jakiegoś fajnego krzaczka i zaszywa sie pod nim. Albo trawka w cieniu. W sobotę wyczesałam wszystkie dredy Linkiego (chyba ponad 2 godziny) Camara, nożyczek nie używałam, naprawdę!, dostał frontline, pchełki pospadały z niego, wczoraj dostał leki na odprbaczenie. Dostaje antybiotyk i witaminy. Co do rany, to przyznam, ze zdjęcie nie oddaje tego co jest. Mam wrażenie że w rzeczywistości to jeszcze gorzej wygląda. Opatrunek trzeb azmieniać tak z 3 razy na dobę. Ale już ne ma krwi, wydziela sie jedynie płyn surowiczy, brzegi rany ne są opuchnięte, mam nadzieję, ze edzie sie to goiło. Łapka puchnie, może zbyt mocno zakładam plastry mocujące opatrunek. Ale jak zrobię to za słabo to wszystko zjeżdża... Druga rana jest na tej samej łapie, między poduszkami. Mocno zaczerwienione, jeden pęcherz pękł, w jednym miejscu jest takie mocno ściemniałe. Moczę mu to łapkę w wodzie z szarym mydłem, później osuszam i psikam propolisem (odkaza i wysusza). Zobaczymy jaki będzie efekt. Ale mocno kuleje na tą łapę. Linki zaczął więcej chodzic, sam zwiedza ogród, wynajduje coraz t nowe krzaczki do spania, nowe zapachy do podsikania. Myślę, ze mu sie podoba takie zycie. I mam nadzieje, że tylko go bardzo nie boli ta łapa. Przy zmianie opatrunków nawet nie drgnie, tylko stoi dzielnie.
  23. niufa, dziekuje Ci za radę. Z wetem Linkiego mogę sie skontaktować dopiero dziś przed 15... Ale przy ostatniej wizycie sugerował, że na ranę można przykładać wszystko to, co przyspiesza gojenie. Więc jeśli znasz ten preparat od pozytywnej strony i jest wart polecenia, to może spróbujemy?
  24. DZieki Mariolu. Na razie nie wiem nic wiecej tylko ze jego stan nie jest najlepszy. Wszystkiego dowiem się dziś wieczorem albo jutro u weta. Będę pisać na bieżąco co się dzieje.
×
×
  • Create New...