21 marca 2007 o godz. 2,30 nad ranem odeszła nasza goldenka Barsa. W maju skończyłaby siedem lat. Niestety półtora roku temu zachorowała na chłoniaka.
Walczyliśmy. Brała chemię, sterydy i całe mnóstwo innych lekarstw. Czasami myśleliśmy, że niepotrzebnie przedlużamy jej cierpienia, ale kiedy widzieliśmy szczenięcą radość na spacerkach czy ogniki w oczach, kiedy biegła za patykiem, wiedzieliśmy, że warto.
Była najmądrzejszym psem jakiego znam i najłagodniejszym. Jej cierpliwość była anielska, zwlaszcza kiedy leżała pod kroplówką, albo kiedy pobierali jej krew, a naprawdę ciężko było się wkłuć w coraz cieńsze żyłki.
Żegnaj maleńka. Za tęczowym mostem już nic Cię nie zaboli...
Barsunia...