Witajcie,
czy możecie mi proszę coś poradzić, dziś się porządnie wystraszyłam.
Mieszkamy w domu z ogrodem koło lasu, przy drodze zamkniętej dla ruchu. Dwie rodziny sąsiadów wypuszczają psy z posesji luzem na ulicę/do lasu, zamiast spaceru. O ile ratlerek nie stanowi problemu, to malamut dziś porządnie mnie wystraszył. Do tej pory znałam go jako bardzo łagodnego psa, niezależnego ale przyjaznego, który zwykł spokojnie stać albo leżeć niedaleko swojego domu. Parę razy wszedł do naszego ogrodu, kiedy brama była otwarta, raz go przepędziły 3 moje koty atakując jednocześnie, a on się nie bronił, tylko uciekł.
Od półtora tygodnia mamy niespełna roczną suczkę, bardzo przyjacielską i uległą do wszystkich, ale też pełną energii i biegającą za wszystkim co się rusza. Biegnie m.in. do wszystkich psów aby się z nimi zapoznać. Od razy się przy nich kładzie czy wręcz wywala brzuch do góry, a potem zaczyna biegać jak szalona naokoło. Gdy wyszłyśmy na spacer i zobaczyłam malamuta, bez żadnych złych przeczuć podeszłyśmy do niego. Malamut był chyba trochę oszołomiony ruchliwością naszej suni, ale agresji nie wykazywał. Ale od kolejnych spotkań zaczął ją trochę "ustawiać" powarkiwaniem. Raz gdy zawarczał właścicielka zawołała go do siebie i poczęstowała smakołykiem, nie wiem, czy nie odczytał tego jako pochwały swoich działań. Dziś rano furtka do jego ogrodu była otwarta i sunia przez nią wbiegła (szłyśmy na spacer do lasu i nie przewidywałam kłopotów, więc spuściłam ją ze smyczy). Malamut natychmiast przygwoździł ją z warczeniem do ziemi. Właścicielka podleciała i chyba udzieliła mu jakiejś reprymendy. Nie widziałyśmy go aż do powrotu z wieczornego spaceru, kiedy to przechodziłyśmy koło jego domu (miałam swoją na smyczy). Znowu był na ulicy i tym razem nie stał spokojnie jak zawsze, tylko podszedł do mnie patrząc wyzywająco, nastroszył się, powarkiwał i zastąpił mi drogę, tak że nie mogłam dalej iść w kierunku domu. Cały czas intensywnie na mnie patrzył, na mnie, nie na suczkę. Starałam się nie bać za bardzo, spojrzałam w bok, i jakoś powoli bokiem przeszłam. Wieczorem musiałam ogarnąć dzieci do spania i nie miałam czasu przemyśleć sprawy wcześniej. Ale teraz zaczęłam się bać jutrzejszego spaceru. Co ja mam teraz zrobić? Sunia jest nieduża, pozwalałam dzieciom wychodzić z nią na smyczy przed bramę, ale teraz się boję. Jeśli malamut zaatakuje? Dzieci z całej ulicy dotychczas bezproblemowo bawiły się na ulicy, jeździły na rowerach itd. Sama o siebie i o psa też się boję, mam wrażenie, że on uznaje całą ulicę za swoje królestwo, skoro chodzi wolno, a teraz sunia zalazła mu za skórę naruszeniem jego terytorium. Czy ja mogę wymagać od sąsiadów, żeby go więcej luzem nie puszczali na podstawie tego jednego incydentu, skoro chodzi luzem od lat? Co zrobić w takiej sytuacji? Pomóżcie proszę.