-
Posts
12 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by Edytka
-
Moi drodzy,to,że się nie odzywamy,to nie znaczy,że odpuślilismy i nic nie robimy.Wręcz przeciwnie,działamy pełną para,a niedługo przekonacie się o tym.Nie chcemy uprzedzac zdarzeń i zapeszać. Powiem tylko,że to co stało się w piatek,to tylko wierzchołek góry lodowej.Będziemy tę góre rozbierac po kawałku. I jeszcze chciałam coś dodac:nie znam zbyt dobrze wszystkich forumowiczów i dopiero wczoraj dowiedziałam się,że na owym słynnym,,spotkaniu,,dwie towarzyszace Pajuni osoby,to była...nasza Ansi i Macho!:multi:Ciesze się z tego bardzo,bo moga dokładnie potwierdzić moje słowa,a być moze dodac to co mnie umknęło.
-
Chyba jednak moje intencje zostały źle odebrane.Nie mam nic przeciwko starszym osobom,zwłaszcza,że sama do najmłodszych nie należe.Szanuję ludzi w każdym wieku,ale też powiem otwarcie,że przede wszystkim szanuje w ludziach cechy charakteru i czyny z tych cech płynące.Jeśłi młoda osoba zachowywałaby sie tak jak owa przedstawicielka TOZ-u byłabym tak samo oburzona i zniesmaczona.Nie moge kogoś szanowac tylko dlatego,że ma swoje lata,jeśłi człowiek ten emanuje złością i uporem w dodatku głupim.Byc może babcia owa ma wiele zasług,ale ja oceniam konkretny przypadek i jej konkretne zachowanie w danej sytuacji.I żeby oddać sprawiedliwośc,to musze powiedziec,że to własnie dzięki tej przedstawicielce TOZ-u nie doszło do adopcji,bo kierowniczka w pewnym momencie zawahała się mówiąc,,sama nie wiem,co mam zrobić,,.I nie moge miec pozytywnego zdania o osobie dla której liczy się tylko własne zdanie.na sugestie ,ze będzie źle oceniana przez ludzi,że są oburzeni,kobieta stwierdziła,ze,,niec jej to nie obchodzi,bo nie zalezy jej na pozytywnej opinii ludzi i niech pisza i mówia co chcą,,.Tego zrozumiec nie moge,zwłaszcza,ze występowała jako przedstawiciel organizacji,a nie osoba prywatna.I nie moge zrozumiec,że można być głuchym na argumenty,nie mając żadnych własnych. Znam mnóstwo osób starszych zaangazowanych w obrone praw zwierzat.Są to ludzie wspaniali,oddani sprawie,rozsądni i z wielkim sercem. To własnie wiek i doświadczenie nakazuje bardziej rozwaznie patrzeć co jest lepsze dla psów,a przede wszystkim nakazuje oceniac ludzi po ich czynach,a nie bulwarowych plotkach rozpowszechnianych przez jednostki.Nie wiem czemu wszystkie z tych kobiet akurat chętnie wierza w plotki i oszczerstwa pod adresem Pajuni,niż w jej rzeczywiste zasługi i dobra wolę. Prawda jest jednak taka,że w schronisku dzieje się źle i nie chodzi tu o ten jeden icydent,ale całokształt przeróżnych negatywnych działań.Dlatego to właśnie wymaga naprawy.
-
Oto cały przebieg zajścia: Dorota(Pajunia) zadzwoniła do mnie we środę wieczorem.Poinformowała mnie,ze własnie wyjeżdza do Polski,a konkretnie do Sosnowca,aby adoptować szczenne suki,przebywające w katastrofalnych waunkach w sosnowieckim schronisku.Prosiła o pomoc,bo nie znała miasta.Poza tym spodziewała się problemów.Już wówczas wiedziała,ze jedna z suk oszczeniła się,a szczeniaki zostały rozerwane przez psy.Dorota była zdruzgotana,zdenerwowana i wściekła.,,Obiecałam tym szczeniakom życie,rozumiesz,,mówiła wzburzonym głosem.Martwiła się,bo nie wiedziała,czy druga sunia już urodziła i czy przebywa w takich samych warunkach,a przede wszystkim,czy kolejne szczeniaki zyją.Znała nazwisko kierowniczki schroniska,ale nie miała telefonu.Odszukałam w książce telefonicznej i podałam jej.Po kiklunastu minutach Dorota znowu zadzwoniła.Była jeszcze bardziej zbulwersowana i zła niż poprzednio.Nie przebierając w słowach,poinformowała mnie o przebiegu niemiłej rozmowy z wrogo nastawiona do niej kierowniczką schroniska.Z potoku słów zorientowałam się,że szczeniaki chyba zyją,ale nie wiadomo jak się mają i w jakich są warunkach,ponieważ kiedy suka się szczenila,to kierowniczka własnie wychodziła do domu.Na drugi dzien ,już z trasy,Pajunia znowu zasypywała mnie telefonami.Z jej kolejnej rozmowy z kierowniczką wynikało,że szczeniaki i owszem zyją,ale o adopcji Pajunia może zapomnieć,bo sosnowiecki odział TOZ-u kategorycznie sprzeciwił się adopcji.Pajuni to nie zraziło bynajmniej,zastanawiała się jedynie nerwowo,co robić dalej.Poza tym jechała powoli,gdyż natrafiła na straszliwe korki.Zaczęłam zastanawiac się nad możliwością pomocy Dorocie.Na stałe jestem wolontariuszką schroniska w Wieluniu,które może być przykładem dobrej roboty i miłości do zwierzat.Zadzwoniłam do Ewy,która szefuje schronisku,a dla psich nieszczęśc jest jak najlepsza matka.była niesłychanie zaskoczona i zdumiona postawą kierowniczki z Sosnowca.Na marginesie dodam,że Pajunię traktuja w Wieluniu jak gwiazdkę z nieba,a wieluńskie ogony mają dzięki niej mnóstwo jedzenia,lekarstw,posłan,a przede wszystkim NOWE DOMY! Ewa podpowiedziała mi kilka rozwiązan.Było późno,ale zadzwoniłam do Przewodniczacego Rady Miejskiej,przedstawiając mu całą sytuację.Wykazał zdziwienie,stwierdził,ze schronisko podlega pod Gospodarkę Komunalna i zaraz tę sprawę naswietli/Po jakimś czasie oddzwonił,mówiąc,że Pajunia już problemów miec nie będzie,gdyż ktoś z kierownictwa odbył,czy odbędzie z nią rozmowę.Zadzwoniłam do Doroty.Okazało się,ze w międzyczasie dodzwonila się ona do Urzedu Miasta,rozmawiajac z kilkoma osobami na wyższych stołkach.Obiecali równiez pomóc.Ponieważ było już koszmarnie późno,Pajunia zdecydowała się przenocowac po drodze,a do Sosnowca zawiatć następnego dnia . Następny dzien okazał się jeszcze gorszy.Umówiłam się z Dorota w wyznaczonym miejscu i juz wspólnie miałyśmy podjechac do schroniska.Pajunia przywitała mnie ciepło.Przyjechała z dwoma osobami towarzyszącymi i piatka swoich własnych psów,które musiała zabrać w tę podróż. Podjechaliśmy pod schronisko.Przed budynek wyszła kobieta w średnim wieku,pytając co nas sprowadza.Pajunia poinformowała ja,że przyjechała po sukę i szczenieta.Kobieta poleciła nam zaczekac na kierowniczke,która była zajęta wydawaniem psa.Czekalismy dośc długo.Trochę mnie dziwiła tak długa procedura adopcji,ale jak się okazało nie to było przyczyna naszego oczekiwania.Po jakimś czasie podjechała taksówka,z której wysiadła dziarska babcia i intensywnym krokiem pomaszerowała do budynku.Za chwilkę trzy kobiety-kierowniczka,pracownica i owa babcia wyszły przed drzwi budynku prosząc nas o podejście.Kierowniczka wskazała na starsza kobietę,komunikując,ze jest to ,,pani z TOZ-u,,Nastepnie zarzuciła Pajuni,że wydzwania do niej w nocy i straszy ją,utrata pracy.Dorota zacżęła zaprzeczać,tłumacząc swoje intencje oraz brak jakiejkolwiek chęci straszenia.Nastepnie kierowniczka zaatakowała wolontariuszki,twierdząc,ze kłamia,przeinaczaja fakty i obrzucają ja oszczerstwami na DOgo.,,To suka zagryzła swoje szczeniaki,bo tak suki robią,skwitowała,,Dobre kilka chwil trwała przepychanka słowna między nimi.w pewnym momencie do rozmowy wtrąciła się staruszka z TOZ-u,kategorycznym tonem komunikując,że nie zgadza się na adopcję suki i szczeniat,bo ,,Pani chce je wywieźc do Niemiec,,.Stalismy zaskoczeni.Nie wiem,jakie urazy owa babcia chowa do Niemców.Być może,biorąc pod uwage jej wiek,sa to uzasadnione żale.Tutaj jednak chodziło o ratowanie psiaków,a nie osobiste sympatie owej kobiety. Natychmiast tez Dorota zaprzeczyła,mówiac,ze nie wie,skąd takie informacje się wzięły,ale nie ma mowy o wywozeniu tych psów do Niemiec.To z kolei zaskoczyło niesympatyczna babcię.Udajac,że nie słyszy odpowiedzi Pajuni,dalej ciągnęła,,jeśłi kierowniczka wyda te psy,to ja powiadomię policję,,.Nastepnie spytała,,a po co Pani che adoptowac te psy,,Zaskoczona Pajunia odpowiedziała,,jak to po co?Żeby uratowac im życie,,!Zapytałam wówczas,dlaczego faktycznie nie godzi się na adopcję,a babcia ze złośliwą satysfakcją odpowiedziała,że,,nie wiadomo po co tej pani te psy i co ona z nimi robi,,Ruszyło mnie.zaczęłam podkreśłac zalety Doroty,jej zaangazowanie,pomoc i fakt,ze wszystkie schroniska ubiegają się o to,aby im pomagała.Niezrazona babcia skwitowała:,,ale nasze nie i nie potrzebuje pomocy tej Pani,,Zapytałam zatem,czy gwarantuje,że znajdzie domy dla tych szczeniaków i zapewni im byt.Babsko kolejny raz ze złośliwa satysfakcją odpowiedziało,że,,woli uspic szczeniaki,niż dac je do adopcji do Niemiec,,.Kierowniczka przez większośc czasu biernie przysłuchiwała się rozmowie,ciesząc się,ze wsparcie duchowe w osobie babci wyręcza ja w trudnej sytuacji. Po kilku minutach beznadziejnych tłumaczen i dyskusji,Pajunia zapytała kierowniczkę wprost,czy odmawia wykonania polecenia władz masta i wydania psów.Jednoznacznej odpowiedzi nie uzyskała. Zadzwoniłam znowu z interwencją.Mimo póxnej pory udało mi się złapac Przewodniczącego Rady Miejskiej.Słysząc ,ze kierowniczka odmówiła wydania psów,zdębiał.Przyrzekł ponowną interwencję. Zorientowaliśmy się,że nie pokonamy bariery złośliwości,niechęci,uporu i zacofania.Nasza wizyta była wszystkim nie na rękę,a jedynym celem betonowej brygady stało się pozbycie nas. Pajunia zwróciła się do kierowniczki o wydanie na pismie odmowy do adopcji .Wówczas to wojownicza babcia,nagle wyskoczyła,,a czy Pani ma zezwolenie na adopcję,,Pajunia zdębiała.jakie,czyje?Babcia rzuciła nazwami kilku instytucji,które bynajmniej chyba nigdy w życiu nie słyszały,żeby miały komukolwiek pozwalac na adopcje schroniskowego kundla.Jeśłi Pani nie ma,to nie może adoptowac,zatriumfowała złośliwie babcia. W tym miejscu do rozmowy wtrąciła się dziewczyna ,ktora przyjechała z pajunią.Zaproponowała,ze w takim razie ona chce adoptowac psa..Którego,zapytała kierowniczka.Sukę i szczeniaki.Nie może pani.To w takim razie innego.Okazało się,ze tez nie moze,bo musi mieć...zezwolenie. Obserwowałam rozmowe i czułam się,jakbym była wśród schizofreników,których własnie w kaftanach dostarczono na psychiatryczny oddział zamknięty.Po kilku minutach bełkotów ze strony ekipy schroniskowej,babcia nagle wyskoczyła,,a czy pani zapłaci za psy?oczywiście,ze zapłacę,powiedziała Pajunia.A ile,dociekała babcia?Tyle ile zazyczyła sobie kierowniczka:40 zł za dorosłego psa,po 30 zł za szczeniaka.Babcia była zdegustowana.Ta odpowiedź nie była po jej myśli.Znowu zaczęła z zezwoleniami,straszeniem policją i tym podobnymi W międzyczasie zadzwonił telefon.Po krótkiej rozmowie kierowniczka oddała słuchawkę babci.Z rozmowy zorientowałam sie,ze telefon pochodził od Naczelnika Wydziału Komunalnego.Babcia przekonywała go,że do adopcji dopuścic nie wolno,a dlaczego to ona teraz mu nie powie,ale powie mu jak przyjdzie we wtorek o 9-tej.Po rozmowie,babcia stwierdziła,że to jej naczelnik pozostawił decyzję,a ona kategorycznie odmawia.kategorycznie odmówiła równiez wydania tejże odmowy na piśmie,polecając Pajuni ,,napisanie podania,,Poproszona o nazwisko,równiez odmówiła,informując,że podanie nalezy napisac do Prezesa TOZ-u w Sosnowcu.Jaka,że deszcz lał jak z cebra,cała rozmowa przeniosła się do ciasnego korytarzyka schroniskowego pomieszczenia.O krok dalej zjadowało się obszerne i wygodne biuro kierowniczki,ale do niego nas nie poproszono.No,cóz o to pretencji nie mamy.Dobre wychowanie wynosi się z domu,a w zakresie obowiązków służbowych go nie umieszczono. Podczas naszej romowy pod budynek podjechał wypasiony Mercedes.Wysiadła z niego nienagannie ubrana blondynka.Nonszalancko pobrzekując kluczykami wtrąciła się do rozmowy.Nie musze mówić,że jak lwica broniła postawy babci i kierowniczki.To ona własnie wygłosiła owe,,ho,ho my tu o was wszystko wiemy..,Ale o tym juz pisałam wczesniej. Kiedy przyszło do słynnego podania,elegantka złosliwie rzuciła,,na odpowiedź mamy 30 dni,,Bliżej nie chciała się przedstawić,twierdząc,ze równiez jest z TOZ-u. Dalszy nasz pobyt nie miał sensu.Całe żałosne widowisko trwało kilka godzin i nie zdołalismy przekonac żadnej z zaciętych,złosliwych i upartych kobiet. Nie wiem skąd czerpią wiedze na temat Pajuni,ale ich upór wyrzadza krzywde przede wszystkim zwierzetom.Dowiedzieliśmy się,że Pajunia handluje psami,zbiera je do eksperymentów i Bóg wie do czego.,Pewnie niedługo okaże się,że je zjada,nie mowiąc juz o psim smalcu,którym leczy schorowane,niemieckie kości.W tym wszystkim,żadnej z bab nie przyjdzie do głowy,że Pajunia poświęca swoje siły,środki i energię na faktyczne ratowanie zwierzat.Pewnie dla paniusi w Mercedesie wydawanie pieniedzy na takie cele jest niepojęte. Moi drodzy,to schronisko i ten TOZ z jego Prezesem to nieszczęście i katastrofa.Jełsi chcecie pomóc,to wiem co i jak zrobić.Do tej pory miałam do czynienia tylko ze schroniskiem wielunskim,gdzie szef wie wszystko o kazdym psie,dla kazdego codziennie znajdzie czas na skontrolowanie i porcję mizianka,a śmierc któregokolwiek z psiaków traktuje jak osobista klęskę.Takie powinny być wszystkie schroniska i takich ludzi jak Ewa powinno wybierac się na kierowanie schroniskiem.Jeśłi ktoś nie ma czasu,nie lubi zwierzat i nie ma ochoty do działania,to powinien poszukac sobie innej pracy. To co napisałam,to tylko skrót .Nie da się dokładnie napisac wszystkiego co tam usłyszelismy,ale każde słowo,ktore napisałam,jest prawda i mam na to dowody. O sosnowieckim schronisku zawsze słyszałam złe opinie,dziają sie tam jeszcze inne bulwersujace rzeczy,na które równiez mam dowody.Czy tak musi być?Pomyslcie sami i pomózcie!
-
Diabli mnie biorą,bo obiecałam sprawozdanie,a niestety słowa dotrzymac nie mogę.Wczoraj siadł internet,dzisiaj odmówiła współpracy myszką.Na mała chwilke pozyczyłam od sąsiadki,aby się wytłumaczyć.Jutro syn ma mi dowieźdź swoją,więc myślę,że już bez przeszkód opisze zdarzenie. Powiem tylko jedno:kierowniczka nie zmieni zdania i nie podejmie współpracy.Całe zajście to tylko finał wcześniejszych kilkudniowych rozmów i pertraktacji.Z dnia na dzien było coraz gorzej,a nie lepiej.Kobieta jest uparta,a do tego widać,ze brak jej werwy,inicjatywy do działania ,odrobiny chęci,a co najgorsze nia ma własnego zdania.Co więcej powiedziec?Chyba nie warto.
-
Moi drodzy,złosliwośc to chyba domena dzisiejszego koszmarnego dnia.Wysiadł mi internet i nie byłam w stanie połączyć się przez dłuższy czas,aby napisac obiecanego posta.Zatem dzisiaj napisze kilka istotnych spraw,a jutro podam szczegóły. Niestety Beria ma rację! Już na wstępie naszej wizyty,kierowniczka oznajmiła,że przeglądała dogo i jej zdaniem została obrzucona oszczerstwami.Zarzuciła dziewczynom kłamstwo,oczernianie jej,brak znajomości faktów i szereg innych tego typu rzeczy. Po dzisiejszej awanturze,zdaje sobie sprawę,ze cały przebieg będzie dokładnie przedstawiony. Snucie planów wydobycia suni jest beznadziejne. Ja jestem prawnikiem.Wprawdzie Pajunia zdenerwowana i zbulwersowana pomyliła mój zawód,ale to niczego nie zmienia,bo byłam tam jako osoba prywatna iprawdziwy przyjaciel zwierzat.Otóz powiem Wam jedno:dla kierowniczki i jej wspacia duchowego w postaci wiekowej przedstawicielki TOZ-u,prawo nie istnieje.Schronisko to enklawa,która rządzi się wyłącznie swoimi prawami ustanowionymi przez wymienione wyżej osoby.Reszta personelu przyklaskuje.Argumenty,polecenia władz miasta ,przepisy nie mają tam znaczenia.Argument jest zawsze ten sam:nie ,bo..nie!:diabloti: Wojownicza babcia z TOZ-u zarzuciła Pajuni,że chce...handlować psami lub też przeznaczyć je do eksperymentów medycznych!Kierowniczka oczywiście przyklasnęła.Obie ,,damy,,,które nigdy nie widziały Pajuni,nie czytały o jej osiągnięciach zaczęły od steku wierutnych bredni podsłyszanych na plotkarskim poletku.Nadmienię moze jeszcze,że pod koniec kilkugodzinnej batali do schroniska przybyły jeszcze ,,posiłki,,Wypasiona fura podjechała kobieta bez nazwiska,bez funcji,za to potrafiąca wylewać potoki słów.To,że bredziła od rzeczy jest mniej ważne.Od razu tez tajemniczo oznajmiła Pajuni,,ho,ho,my tu mamy rózne źródła informacji,my wiemy o was rózne rzeczy,to sie jeszcze okaze,,Bliżej niestety nie chciała owych ,,rzeczy,,ujawnić.Przypomniały mi się minione czasy,kiedy to w wiadomych instytucjach,okreśłonej profesji osoby tez starały sie zastraszyc na dzien dobry człowieka,,my tu o was wszystko wiemy,więc lepiej mówcie,, Obiecuję rzetelne sprawozdanie jutro,ale powiem szczerze,że działac trzeba i to gdzie się da,bo inaczej nie ma szans na rozbicie betonu. Jełśi ktoś chciałby uzyskac informacje,których może,mówie moze tu nie ujawnie,prosze kontaktowac się ze mną na priv.
-
Oczywiście,nie tylko moge,ale moim obowiązkiem jest napisanie przebiegu tego żałosnego widwiska.Opisze dokładnie,krok po kroku,bo przyznam się,że do tej pory współpracując stale ze Schroniskiem w Wieluniu miałam tylko pozytywne odczucia.Nie miesciło mi się w głowie,pracownicy schronisk i TOZ-u moga swiadomie skazywac psy na smierć.I masz rację Madziu,w tej chwili nie chodzi już o szczeniaki,tylko o fakt,że wbrew zaleceniom władz miasta,panie wykazały totalne lekceważenie i złośliwość.Po prostu Pajunia,ani towarzyszące jej dwie osoby,które deklarowały chęć adopcji,nie miały na nia najmniejszych szans.! Niestety,Agnieszko,pewnie tez nie mieści Ci się to w głowie,ale odmówiono adopcji jakiegokolwiek psa! Prosze o troszkę cierpliwości,musze jeszcze moje 4 ogony wyprowadzić na sikanko i już służę.
-
Madziu,z postawy kierowniczki,a zwłaszcza pani Prezes Oddziału TOZ w Sosnowcu wyraźnie wynika,że nie wyda psa nikomu!I nie chodzi tu bynajmniej o Niemcy,tylko o czystą złośliwośc,podyktowaną chęcia wykazania własnej wyższości.Pajunia wyraźnie podkreśliła,że psiaki będa w Polsce,a ona chce im uratowac zycie.
-
Niestety Moi drodzy,katastrofa!:angryy:Pani Kierowniczka łącznie z wyjątkowo niesympatyczną,złośliwą przedstawicielka TOZ w Sosnowcu,w wieku dawno poprodukcyjnym odmówiła wydania Pajuni suki i szczeniat.Owa dbająca o interesy zwierżąt ,,działaczka,,stwierdzila,że woli uspić szczeniaki niż dać je do Niemiec!Byłam w schronisku ,próbując przekonać kobiety,ze Pajunia to naprawde wspaniała osoba,dbająca jak mało kto o potrzeby psów,ale niestety żadne argumenty nie były w stanie rozbić betonu,który tam zastalismy. Jestem wzburzona i zbulwersowana.jeśłi chcecie poczytać o szczegółach tego skandalu,to chętnie napisze,tylko troszke ochłonę.
-
A ja zwracam się z prosbą o wyszukanie Sosnowca i tutejszych przepisów.Z góry dziękuję!
-
KUBUŚ - Pobity, głodzony, spętany z poderżniętym gardłem
Edytka replied to Murka's topic in Już w nowym domu
:klacz: Super!Kubuś jest taki śliczny!Jak to dobrze,że ma przy sobie kochające serduszka. :D.Borys mnie trąca,żeby specjalnie Kubusia uściskać,bo ma szeleczki takie same,jak on obrożę.Mówi,że skoro jego nowa Pańcia ma taki sam gust,jak jego Pańcia,to na pewno będzie miał dobrze.Ale ja myślę,że nie tylko z powodu szeleczek.Trzymaj się Kubusiu,wreszcie jesteś bezpieczny!I oczywiście uściskaj od nas wszystkich pańcię! -
Problem z suką ze schroniska - proszę o pomoc !!
Edytka replied to Esia's topic in Owczarek niemiecki
przeczytałam o twoich problemach i służę pomocą.od trzech miesięcy mam sukę ze schroniska-Bone.W czerwcu kończy 3 lata>problemy sa mniej więcej takie same albo większe.Moge jednak stwierdzic jedno:poprzez pracę udało nam sie wiele osiągnąc i wiele wyeliminować.Oprócz Bony mam jeszcze trzy psy i kota.jeden z psiaków Borys jest przygarnięty z ulicy.Był konający,połamany i chory.dzis to domowywesołek,wyluzowany i szczęśliwy.podobny los miała nasza kotka.Losy Bony mozna przesledzic szczegółowo na www.owczarek.pl w wątku"Bona.jeśli masz czas i ochote poczytaj.A ja służe pomoca.Moje GG to 1712880.chętnie odpowiem na pytania i poradzę.Doświadczenia mi nie brakuje.jedno wiem:psy ze schroniska czy przygarnięte z ulicy,to najwdzięczniejsze istoty pod słońcem.nie musimy bać się takiego wyzwania.Trzeba tylko pracy,konsekwencji i miłości.Pozdrawiam.