Witam. Nasz pies w lipcu skończył rok. Trafił do nas jako 4 tygodniowe szczenie w dośc dramatycznych okolicznościach. Mniej wiecej do 8 miesięcy był bardzo przyjaxnie nastawiony do innych psów. Zmieniło się to niemal z dnia na dzień. Raker poprostu dostaje szału na widok psa. Wyrywa się, szczeka, jest poprostu wściekły, najeżony, chce atakować (widać to wyraźnie). Na codzień, w domu, w stosunku do ludzi to bardzo przyjazny i łagodny pies, ale w stosunku do innych psów jest nieobliczalny. staraliśmy się, żeby od malucha miał jak największy kontakt z psami, lubiły go nawet te, które bywały agresywne. Kilkakrotnie zastanawiałyśmy sie z siostrą, co mogło spowodować taką zmiane w zachowaniu Rakera. Może to, że kilkakrotnie zaatakowały go małe, naprawdę malutkie psy (jako dorosłego już psa, z reguły były to psy typowych "pańć", które reagowały w stylu "nie szczekaj bo się spocisz")? A może to, że pies zaczął poprostu dojrzewać? Kastrację zaplanowałysmy na wrzesień, wiemy jednak, że nie rozwiąże całkowicie tego problemu. Mamy wrażenie, że Raker czuje sie niepewnie, że broni siebie i nas. Staramy się go chwalić jak tylko zachowa się spokojnie, gdy zbliża się pies staram się łagodnie i uspokajająco do niego mówić, ma kontakt z kilkoma psami, które toleruje i bawi się z nimi. Miewa dni, że ze znanymi psami się bawi, a są takie okresy, że wścieka się tak samo, jak na obce. Może ktoś z was miał taką sytuację? Może domyslacie się, co może byc powodem? Czy w sytuacji kryzysowej powinnam karcić Rakera, czy raczej uspokajać? W momencie takiego "nakrcenia jest komletnie głuchy na to co mówię, przytrzymany za obrożę obraca sie i w amoku próbuje złapac zebami. Na codzień nie jest agresywny i mam wrażenie, że to kłapanie zebami jest na oslep, nie chce ugryźć mnie, tylk coś, co go z tyłu łapie.