Dzisiaj wpadł do nas na klatkę schodową pies. Wykorzystał moment, gdy były otwarte drzwi (wnosili do nas meble). Widać było, że to jeszcze szczeniak. Taki kundelkowaty wilczur. Był zmarznięty i głodny (zjadł sporo karmy, którą mu dałam). Do obroży miał przyczepioną kartkę: „[B]SZUKAM OPIEKUNA. JESTEM ALEX ALBO MURZYN[/B]”
Taką kartkę z chęcią powiesiłabym draniowi, który go wywalił z domu (dziś jest już znacznie cieplej).
Chciałam zadzwonić do schroniska, ale pies się ulotnił. Poszłam później z Yoko na spacer, rozglądałam się za nim. Ani śladu.
Pies nie wyglądał na zabiedzonego. Może ma (albo miał) jakiś „dom”, w którym pewnie go nie chcą. Stąd ta „reklama” na szyi.
Czy tak teraz wygląda szukanie domu dla psa?! Bo może ja się nie znam!
Niektórzy to jednak kanalie!