Jesteśmy dzisiaj po drugiej wizycie u lekarza, Dżeki po południu zwymiotował całe swoje wczorajsze i dzisiejsze jedzenie ( a zjadł niewiele - wczoraj trochę gotowanego kurczaka, dzisiaj dostał puszkę Cesara i wszystko zwrócił ). Niuniek miał dzisiaj podaną kroplówkę, w międzyczasie USG - nic nie wykazało, wszystkie narządy czyste, a z nim coraz gorzej :placz: diagnozy jak nie było tak nie ma, kolejny lekarz rozłożył ręce ( dzisiaj to już drugi- po tym jak Dżekuś zwymiotował pojechaliśmy do innej przychodni - sytuacja podobna, czyli " nic na razie nie mogę powiedzieć, zobaczymy co będzie jutro ). Już nawet nie mam siły płakać... najukochańszy, najwspanialszy, jedyny taki teraz gaśnie w oczach... widzę, że mu ciężko a nie potrafię nic zrobić... wiem jedno, nie podda się, nie może, nie zrobi mi tego po 8 latach a ja stanę na głowie i odejść mu nie pozwolę, jeszcze nie teraz, jeszcze za dużo życia przed nim, żeby mnie teraz opuszczał :lookarou: