Witam!
Nazywam się Agnieszka Staszak
Nie wiem o co chodzi co po niektórym uczestnikom forum. Startowałam na tych zawodach i miały owszem wiele niedociągnięć ale bez przesady! Jesli ma się doskonale wytrenowane psy ( mądrego, dobrze przygotowanego lidera) to pokonanie tego rodzaju przeszkód nie jest trudne. Na własne oczy widziałam jak we Frauenzee w Niemczech startował zaprzęg 18 samojedów i wygrali te zawody- byli doskonale przygotowani. Na zawodach w Warszawie jesli zawodnik nie rozumiał czego kolwiek lub miał watpliwości mógł zapytać. Co do wyprzedzania to kazdy zawodnik powinien wiedzić ( było mówione na odprawie)- trasa sobotnia nie była na czas tylko na precyzję. Nie było potrzeby wyprzedzania, lepiej poczekać- jeśli jednak ktoś przejeżdża przez szlaban podniesiony przez innego zawodnika rzeczą jasną jest to, ze nie zalicza przezkody. Każdy kto nie poradził sobie pierwszego dnia zawodów moze mieć pretensję jedynie do siebie, gdyż oznacza to, ze nie przygotował zaprzęgu dość dobrze. Sama jeżdżę zaprzegiem i zdaję sobie sprawę z tego, ze problemem polskiego sportu zaprzęgowego jest to, ze nasze psy się tylko ścigają- nie musza być mądre ani posłuszne- tylko szybkie. Zawody w Warszawie są rekreacyjna forma spędzenia czasu z własnymi psami a nie wyscigiem na śmierć i zycie.
Ps. Współczuję jednak maszerowi, który spotka zwalone drzewo na swej drodze np w Puszczy Augustowskiej- co wtedy zrobisz? Będziesz wyrzucał lesniczemu, ze nie usunął drzewa przed Twoim przybyciem? Kazdy maszer musi zadbać o bezpieczeństwo własne i własnych psów- jeżeli jednak para liderów nie jest posłuszna to naraża cały team na utrate zdrowia lub życia.
Ps2 A moze jednak uprzedzenia personalne zdecydowały o negatywnych opiniach na temat zawodów w Warszawie? Myslę jednak, ze po za obsuwą na końcu - to było ok.
Pozdrawiam
Agnieszka Staszak