A jednak witam po raz kolejny.
Drogi Dingo.
W moim przypadku nie ma mowy o psie pozostawionym samemu sobie na całe dnie. Ja pracuję, ale żona z dziećmi są praktycznie cały dzień w domu. Piesek nie gryzł ogona, ale wściekle go atakował kiedy znalazł się w jego polu widzenia. Reagował tak zawsze kiedy "coś" się do niego zbliżało.
Ten pies rzucał się znienacka na wszystko co się ruszało. Nie zrozumiecie o czym mówimy (ja i Kazik) dopóki nie zobaczycie na własne oczy.
Pies Kazika zachowywał się identycznie i nie ma tu nawet mowy o zbiegu okoliczności. Po prostu z tymi biednymi psiakami jest coś nie w porządku.
Miałem do czynienia z agresywnymi psami i ŻADEN z nich nie zachowywał się w ten sposób. Jeśli czytałeś mój pierwszy post to wiesz, że to nie
był mój pierwszy bull. Mój Elvis (ten, który został uśpiony)i Shazza (suczka, którą mamy obecnie) to jakby ten sam piesek. Spokojny, milusiński i naprawdę przyjacielsko nastawiony do wszystkich. Co prawda Elvis nie tolerował innych psów, ale to żaden powód do narzekań. Nawet czasem żartujemy, że dusza Elvisa znalazła nowe ciało. Po prostu typowy bullterrier. I każdy bull z jakim miałem kontak jest taki sam.
Lecter (tak nazwałem pieska z Rzymskich Legionów) to była istna bestia. Nie mogłem go trzymać w domu bo w krytycznym momencie musiałbym
skręcić mu kark co i tak nie pomogłoby osobie, którą Lecter by zaatakował. Dlatego postanowiliśmy go oddać. Wiem jak postępować z psami i nikt nie
musi mnie tego uczyć, ale w tym konkretnym przypadku żadne metody nie skutkowały. Może wyda wam się to dziwne, ale ja osobiście nie mam żadnych pretensji do Pana Henia. Po pierwsze biznes jest biznes a po drugie masz rację, że hodowca nie jest jasnowidzem. Postanowiłem wtrącić swoje trzy groszę bo nie rozumiem waszej reakcji na posty Kazika i zostałem na tym forum poniekąd zniesławiony, że jakoby jestem wielokrotnym zabójcą swoich własnych psów. To wszystko. Pozdrawiam.