Witam Wszystkich Serdecznie!
Chciałbym Wam przedstawić po krótce historie naszego maleństwa.
Miał około pięciu tygodni kiedy został znaleziony w kartonie. Najprawdopodobniej przeleżał w nim około trzeczh dni (na to wskazywała data na gazecie, którą karton był wyłożony). Był wychudzony i na krawędzi "tęczowego mostu". Niechciał nic jeść ani nic pić. Bez skutecznie prowadziliśmy poszukiwania domu dla niego ale jak to w większości przypadków bywa nik go niechciał. Żeby pobudzić w nim chęć do jedzenia (potrzebę łaknienia) podawaliśmy mu mleko zakraplaczem do oczu. I u dało się zaczął sam domagać się pożywienia. Na drugi dzień wylądował ponownie u weterynarza z podejrzeniem nosówki i zaliczył dwa tygodnie na antybiotykach. I udało się, wbrew losowi i "życzliwym", pies przeżył i do dnia dzisiejszego ma się dobrze, choć po tamtych przejściach jedynym wspomnieniem dla niego i dla nas są nie ustanne kłopoty z jego brzuchem. Teraz ma siedemnaście miesięcy, jest po szkolemiu PT i łabuz z niego niemożliwy.:-D
Dość historii. O to przed Państwem Nero; wyżeł niemiecki który otarł się o "tęczowy most"
[IMG]http://i27.photobucket.com/albums/c189/klopi158/100_0109.jpg[/IMG]
[IMG]http://i27.photobucket.com/albums/c189/klopi158/100_0011.jpg[/IMG]