[COLOR=#222222][FONT=Palatino]Ja mam suczkę - Berneńczyka 9 lat (to staruszka przecież) po 2 zabiegach komórkami macierzystymi rok temu. Efekt rewelacyjny, opiszę Wam więcej.
Moja suczka pierwszą operację miała jak miała 8 miesięcy - potrójna osteotomia miednicy, bo dysplazja stawów biodrowych. Dramatyczna operacja, dramatyczne dochodzenie do siebie, ale to dawno temu. Potem utykanie - diagnoza staw łokciowy nieoperacyjny, bo fatalny stan. Z płaczem poszłam do innego lekarza, artroskopia wyjął jakiś odłamek kości, trochę pomogło, na rok. Potem znów kulawica, kolejne spotkanie z lekarzami i kolejna operacja, ale tylko otworzyli, bo stan b. zły. Przy okazji zakazili gronkowcem i zero pomocy… pies przestał chodzić w ogóle, łapa b.spuchnięta. Szkoda słów, ale jakoś ludzkim wysiłkiem, badaniami wymazu w ludzkim laboratorium i długą antybiotykoterapią -uporałyśmy się i znów na rok zniknęła kulawica, jakby antybiotyki pomogły nie tylko na gronkowca. Kolejny rok suczka kochana zaczęła bardzo dyszeć. Skierowano mnie do kardiologa, ten wykonał rtg i dał leki terminalne. Dyszenie to efekt bólu, ma wszystkie stawy w b. złym stanie. Nocą zaczęłam szukać pomocy w googlach i znalazłam kontakt do Lublina w sprawie komórek macierzystych, napisałam maila trochę wątpiąc czy mojej suczce można jeszcze pomóc po tylu interwencjach. Dostałam zaproszenie. Pojechałam do lecznicy. Jestem z Warszawy, ale to nie jest daleko. W Lublinie powtórzyli jej badania ortopedyczne, zbadali krew i pobrali tłuszczyk z brzucha na komórki macierzyste. Lekarz powiedział mi, ze stan psa b.zły i też pies nie najmłodszy, nie wiadomo ile uda się wyodrębnić komórek macierzystych i czy to wystarczy na ostrzyknięcie wszystkich stawów, bo wszystkie chore, a szczególnie kręgosłup. Dawał jej ze 3 miesiące życia, bo już kręgosłup nie był stabilny. Rzeczywiście moja suczka głównie leżała na boku. Miałam się stawić następnego dnia na podanie, bo tłuszcz powędrował do Warszawy na separację komórek macierzystych. Otrzymałam telefon wieczorem, że udało się bardzo dużo komórek wydzielić, że część nawet zabankują na drugie podanie za jakiś czas. Stawiłyśmy się na zabieg. Miała 25 iniekcji wzdłuż kręgosłupa z jednej strony i 25 iniekcji z drugiej, a oprócz tego w każdy staw, zabrakło tylko na łapki. Efekt był natychmiastowy, tzn. od drugiego dnia nie dawałam do dzisiaj żadnych przeciwzapalnych. Psa miałam polecenie kontrolować na smyczy, bo nie powinna się wyrywać na biegi, a może chcieć. I rzeczywiście to cenna uwaga, bo przeciwbólowe działanie jest tak szybkie. Po 3 miesiącach podano kolejny raz ale tylko w lędźwia, biodro jedno i jeden łokieć, bo inne stawy już w badaniu dawały ogromną poprawę. I minął rok a moja psinka ma się świetnie. Żałuję wszystkich poprzednich operacji, a po lekach przeciwzapalnych musiałyśmy trochę podleczyć wątrobę, bo były wyniki fatalne. Tylko był duży uszczerbek na urodzie, wyobraźcie sobie Berneńczyka z wygolonymi kołami, czy pasami wzdłuż stawów, ale jej to nie przeszkadzało mimo zimy.
Dowiedziałam się też, że czynniki wzrostu nie na stawy, nie na odbudowę chrząstki się daje a na miękkie tkanki, rany, wiązadła itp. Piszę to, bo ktoś tu chyba błądzi.[/FONT][/COLOR]