witam, chcę Wam opowiedzieć o Nasiuli. Niestety, jeżeli chodzi o adopcję - zero zainteresowania. Była prezentowana także w naszej lokalnej gazecie i nic. Opuszki jej się wyleczyły - nieoceniona okazała się maść tauazystów Alantan i bandazowanie łapek. Na czas tych zabiegów Nasturcja (to jej drugie imię) po krótkim acz wylewnym przywitaniu "Czesć znowu jestescie z tymi mazidłami" sama kładła się na boczek i pozwalała sobie elegancko zdejmować i zakładać "buciki" z bandaży. Już nie utyka, jest dobrze. Chcieliśmy ją kastrować albo usunąc ten gruczolak, ale wyskoczyły te opuszki i antybiotyk. A teraz jeszcze ... ruja. NAsia właśnie ma cieczkę i jest istną łamaczką serc. Ma wiernych wielbicieli, którzy koczują pod jej kojcem (spoko, spoko, nic z tego nie będzie). Najbardziej chyba zadużył się Felix - mały czarny piesek. Gdy go tylko wypuszczam "na pobieganie" od razu leci do NAsi. Jest taki chudy i zdeterminowany, że przechodził przez oko kraty i uparcie kopulował z wielką (w porównaniu z nim) nogą NAsi. i jeszcze raz spoko - Felix jest wykastrowany.
JAk tylko skończą się te szaleństwa zaprosimy ją do lecznicy na stół. Aha, dobra wiadomość jest taka, że jest w świetnej kondycji, pani doktor opieprzyła mnie, że jest aż za gruba (!), ale ma straszny apetyt - jak to pies , któremu kiedyś burczało w brzuchu. Przed cieczką wiele razy biegała sobie po azylu. Już nie jest taka wciekła na inne psy, nikogo nie zaatakowała. W każdym bądź razie - kochamy ją i na razie musi byc u nas. Taka karma.
Podrawiam z "Cichego Kąta" i dziękuję za wsparcie.