Odnośnie jazdy samochodem, to ważne jest przede wszystkim to, aby pies od poczatku wiedział gdzie jego miejsce. Chodzi o to, żeby zapewnić bezpieczeństwo i jemu i Wam, którzy tym samochodem jeździcie. Wobec tego - myślę, że słusznie, nasz hodowca poradził nam, aby mała jeździła od poczatku w nogach pasażera - tam jest tyle miejsca, że w kłębek można się zwinąć i pospać, a przy okazji nie napaskudzić w całym aucie sierścią (wierz mi to może być problem, zwłaszcza w okresach linienia). Do jazdy samochodem przyzwyczajaliśmy tak jak do wszystkiego, czego początkowo nasza mała się bała - na zasadzie miłych skojarzeń, czyli cukiereczka. Wsiadamy do auta - cukiereczek, wysiadamy z auta - cukiereczek. A potem to naprawdę formalność. Labradory to przede wszystkim łakomczuchy! Ale zasada działa, bo jak pewnego pięknego dnia przez nasza nieuwagę przycięliśmy małej ogon drzwiami i potem nie bardzo paliła się wsiadaniem do samochodu, to zasada "cukiereczek" oczywiście podziałała! Pozdrawiam. Aha, z cukiereczkami nie nalezy przesadzać! raz cukiereczek, a raz pochwała - to w zupełności wystarcza!