U moich teściów szwagier kupił labradora - pies jest piękny ale tak pełen energi że nie da się go opanować. Nie ma chwili żeby usiadł. Ma już dwa lata a wciąż lata jak szaleniec - teraz kiedy zbliża się sezon letni dużo częściej niż w zimę ma okazje pobiegać po okolicznych łakach i polach. Niestety w odległości 2 km od domu sąsiad ma kilka mniejszych psów. Huberta, bo tak nazywa się labrador, nic nie może opanować. Wystarczy że usłyszy szczekanie psów i puszcza się przez przełaj przez pola. Nic nie pomaga wołanie, krzyczenie, nawoływanie, czy nawet karcenie. Po prostu szaleje i biegnie tam pod płot.
Próbowaliśmy chodzić z nim na smyczy z drugiej strony domu - efekt - dokłądnie taki sam - ledwo uslyszał szczekanie i już go nie ma.
Wredne jest to że kiedy jest na smyczy nie wyrywa się ani nie ciągnie w kierunku szczekania.
Czy są jakieś rozwiązania które mogą pomóc?