Witam :)Dołączam (niestety) do wątku.U mojego 13-letniego jamnika zdiagnozowano cukrzycę jakiś miesiąc temu. Ja i rodzice plujemy sobie w brodę, że nie pojechaliśmy z nim do weterynarza, kiedy tylko zauważyliśmy, że dużo pije i dużo sika... W każdym razie jakieś 4 tyg temu źle się poczuł, był osowiały, a do tego oczy wyszły mu na wierzch i rozjechały na boki. U weterynarza okazało się, to to z powodu wysokiego ciśnienia, a dodatkowo badania wykazały cukrzycę. Niestety można się było tego spodziewać, bo mój jamnik miał sporą nadwagę, którą wspomagała jeszcze kastracja (z powodu problemów z prostatą). I tu rozpoczęła się walka... Psiak jest pod stałą opieką weta, ale i tak poziom cukru ciągle był wysoki (ponad 400 jednostek). W środę nastąpiło załamanie, pies w ogóle nie jadł i nie pił, znowu hospitalizacja - i po kroplówce z soli fizjologicznej pies troszkę odżył, do tego cukier się obniżył. W weekend dostał kroplówki w domu, z którymi też były problemy - pierwsze dwie butelki ładnie leciały, potem już był problem, sączyły się strasznie wolno, miejscami stawały, jeśli tylko ruszył łapką - ogółem horror. Cukier nadal się nie poprawiał (300-400), weterynarz podejrzewa, że iniekcje mogą być źle wykonywane, skoro w lecznicy było lepiej - ale w weekend osobiście je robiłam, więc nie ma mowy, żeby igła nie wchodziła, czy część insuliny wylatywała, jeśli pies wierzgnie (studiuję w innym mieście, więc jestem w domu tylko na weekendy). Z jedzeniem w tym czasie było o wiele gorzej, więc może dlatego cukier tak skakał, skoro pory były mało regularne (czyli wszyscy szczęśliwi, że pies chociaż tknął coś z miski). Czy to normalne, że w strzykawce do insuliny zbiera się sporo bąbelków? Kiedy pukam w strzykawkę, to ciągle jakby pojawiają się nowe i w związku z tym mam wrażenie, że nabiera się tej insuliny za mało. Jesteśmy już wszyscy psychicznie wykończeni.Liczę, że znajdę tutaj grupę wsparcia ;)