Wszystkim dziękujemy za pozdrowienia.
Z Igorem było tak, że zgasł biedak zupełnie i to bardzo szybko, bo w przeciągu 3 dni. Przestał się cieszyć, podnosić z koszyka, nawet jeść, a żarłok był z niego niesamowity. Wtedy zdecydowalismy się pojechać do weterynarza. Rokowania były bezlitosne dla niego jak i dla nas. 10-cio krotnie przekroczone wszystkie dopuszczalne ilości toksyn we krwi, na usg wyszło, że miał strasznie zarośniętą czymś nerkę, w związku z tym ta nie mogła dać rady z oczyszczaniem organizmu i wszystko dostawało się do krwi. Można było nerkę dializować, albo przeszczepić, obydwa rozwiązania były dla nas niedostępne. Jak się po wsystkim okazało objawy choć niewidoczne i takie , na które nie zwraca się uwagi na co dzień to jednak występują i są następujące:
- wzmożone pragnienie utrzymujące się przez dłuższy czas
- wzmożone i duże ilościowo oddawanie moczu
- mocz biały, przejrzysty jak woda
- "moczowy" zapach psa, zarówno skóry jak i oddechu
- no i oznaki, których nie widać, a o których nasz bull nam nie powie to nerki, radzę wszystkim zrobić USG, wtedy będzie można jakoś przeciwdziałać
Można było Igorka męczyć jeszcze miesiąc, albo mu od razu ulżyć. Wybraliśmy to drugie, chociaż uwierzcie mi wszyscy była to chyba najtrudniejsza i najbardziej bolesna decyzja w naszym życiu.
Zrobiliśmy to dla niego, nie chcieliśmy żeby cierpiał. Weterynarz przyjechał do nas na działkę, a Igor zasnął sobie ze swoją ulubioną piłeczką tenisową w mordzie. Ach ryczeć się chce.
Pamiętajcie wszyscy dbajcie o swoje bule.
Pozdrawiamy wszystkich.