Miromat
Members-
Posts
15 -
Joined
-
Last visited
Converted
-
Location
szczecin
Miromat's Achievements
Newbie (1/14)
10
Reputation
-
Natury się nie oszuka. NH napisał o wyrobieniu autorytetu u psa przez właściciela poprzez dawanie smakołyków, pieszczotę i gadanie do psa. Może ktoś czytał książkę Amundsena "Zdobycie bieguna południowego". Wiecie jak Amundsen i jego towarzysze wyrabiali sobie szacunek u psów? Na ogół w użyciu był bat, ale kiedy psy buntowały się i nie chciały ciągnąć, i kiedy nawet bat nie pomagał, stuprocentową skuteczność osiągało się zakładając grubą rękawicę z renifera i nokautującym ciosem w szczękę powalało się pierwszą parę w zaprzęgu. Koniec buntu. Jak myślicie, mieli prosić pieski i nęcić kąskami aby łaskawie zechciały ciągnąć sanie? Zgineli by po trzech dniach, a wraz z nimi psy. Oczywiście nie zachęcam do stosowania takich metod obecnie, dążę jedynie do stwierdzenia że psy zaprzęgowe przez wieki były przeznaczone do tego jednego, jedynego celu, i wszelkie próby przeistoczenia go w pieska domowego z reguły spalały na panewce. A wszyscy właściciele psów zaprzęgowych powinni zawsze pamiętać że trzymają w domu potencjalnego (czasami uśpionego) psiego terrorystę.
-
Pancelot, to ty zrób jej kiedyś numer i też ją totalnie olej. Poważnie mówię, tak przez tydzień - dwa, a później nam napiszesz jak było.
-
Moja suka zjadła kartę VISA ,został tylko mały kawałeczek.
-
Tam gdzie ja kupuję, porcje rosołowe mają z 60 - 70 dkg, więc jak moja suka zje taką (2-3 min) to ma obiad z głowy.
-
W porządku Buldog, nikt nikogo nie stawia pod ścianą aby coś napisał. Wiem że temat jest prowokacyjny, ale na początku napisałem iż trzeba to traktować z przymrużeniem oka. Rozumiem że nie każdy potrafi pisać (nawet w formie żartobliwej) o tych sprawach, ale jestem pewien że dużo więcej lubi o nich czytać, (nie wyłączając Ciebie, skoro zabrałeś głos w dyskusji ) co widać w ilości razy otwartej strony z postem. pozdrawiam Świntuch Miromat
-
A co się stało ze starymi (oczywiście stażem) forumowiczami? Bo jak na razie to odzywają się prawie wyłącznie amatorzy. Czyżby doświadczeni dogomaniacy mieli pieski tak poukładane, że nie mają o czym pisać, a może weteranom forum nie przystoi pisać o tym, bo przecież wszyscy będą to czytać, jak to autorytet na forum który ma dwa tysiące postów, opisuje swoje bądz co bądż "niepubliczne" przygody z ciekawskimi pieskami.
-
Łazienka - dobra rzecz, ale wanna 150cm dla faceta który ma 190cm,stanowi ciężkie wyzwanie, tym bardziej kiedy trzeba się w niej "myć" we dwoje. Poza tym jest to najbardziej akustyczne pomieszczenie w mieszkaniu, i parę razy nazajutrz mówiąc dzień dobry sąsiadom z góry lub z dołu zauważałem jakiś ich dziwny wzrok lądujący na schodach, jak gdyby bali się z nich spaść. . A suka, kiedy już przyjdziemy do pokoju, to obwąchuje mnie dokładniej niż pies policyjny szukający narkotyków u pasażerów na lotnisku.
-
Witam Myślę Huares że pozostajemy w mniejszości, w kontynuowaniu tego topiku. Jakoś ci nasi forumowicze nie są skłonni do zwierzeń, albo też posiadanie psa skutecznie ukróciło u nich w/w BARA BARA. Pozdrawiam.
-
Witam Temat trochę kontrowersyjny i chyba nigdy nie poruszany na forum. Do napisania go skłoniły mnie własne doświadczenia w tej materii.Otóż chodzi o to, jak wasze pieski zachowują się w czasie, gdy pan z panią (lub pan z niepanią albo pani z niepanem) wspólnie baraszkują w łóżku. W moim przypadku, kiedy Lana była mała nie zwracała na nic uwagi,gdy tylko położyła się do snu w swoim ulubionym fotelu. I wcale nie było cicho jak w akwarium, ale to jej nie przeszkadzało. Sytuacja zaczęła się diametralnie zmieniać ok.miesiąc temu.Jak zwykle pełni zapału oddaliśmy się "gimnastyce wieczornej", a kiedy było już bliżej niż dalej, ujrzeliśmy parę świecących oczu u węzgłowia łóżka. Po chwili te oczy razem z resztą psa(mieszaniec labka z dobkiem - 40kg. płci słabszej) znalazły się w naszej bezpośredniej bliskości skutecznie hamując wszelakie czynności manualne( i nie tylko).Jak się można domyśleć nie było happy endu.Od tego czasu Lanka stała się bardzo czujna, i zanim się położy spać bacznie nas obserwuje.Czasami udaje się nam ją zwieść, ale często - gęsto jest sytuacja, że w bezpośredniej bliskości są dwie twarze i jeden pysk nierzadko nieprzyjażnie powarkujący.I zostaje nam tylko przenieść się do pomieszczenia które można zamknąć od środka, i nie zwracać uwagi na naszego stróża moralności. Ciekawy jestem czy znajdą się odważni aby poruszyć ten skądinąd ważny temat, czy też większość poprzestanie na cyklicznym sprawdzaniu czy ktoś nowy nie zabrał głosu.Rozumiem że łamie się tu pewne bariery, ale zauważyliście pewnie że ten post jest napisany z przymrużeniem oka, a nie wierzę że nie mieliście takich "doświadczeń" w waszych alkowach. A więc ODWAGI i do dzieła (chciałem powiedzieć do klawiatury).
-
Dzięki za wszystkie posty.Dzisiaj spotkaliśmy się znów na spacerze z bohaterem tego tematu, ale tym razem przyszedł z panią.No i cały czas był na smyczy bo oboje są w dużym szoku po wczorajszych wydarzeniach.Co dziwne pies przy niej jest dużo spokojniejszy,a wczorajsza awantura po spacerze przeniosła sie do domu. Pies dalej się odszczekiwał, choć z dzisejszej rozmowy wynikało że agresja była po obu stronach. Generalizując wynika z tego że będą mieli spory problem, tym bardziej że wyglądają na trochę zdezorientowanych całą tą sytuacją.Podesłałem im artykuł traktujący o takich problemach z psami, oto jego adres http://kliker.pieski.eu.org/Agresja/WpD_agresja_dominacyjna.html, może komuś jeszcze się przyda.
-
To wszystko prawda,tylko jak zauważysz,wcześniej napisałem że ten pies został znaleziony na drodze w lesie już jako dorosły osobnik i nikt nie zna historii jego wcześniejszej egzystencji.Czy tu nie byłby potrzebny jakiś psi psycholog zamiast tresera.
-
"Wszelkie przejawy wyrażnego buntu powinny być tłumione radykalnie.Jest to jedyna sytuacja, kiedy wychowawcy wolno stosować bicie i to ostre aż do skutku,póki pies nie podda się i nie zaniecha jakichkolwiek odruchów agresji jak gryzienie warczenie itp.Należy go przy tym dobrze osadzić smyczą lub łańcuchem by nie mógł nie tylko napadać lecz i uciekać..." Jest to cytat z książki "Psy rasy i wychowanie"LUBOMIRA SMYCZYŃSKIEGO.Czy myślicie że jest to jedyna szansa na poskromienie tego psa
-
dzwoniła dziewczyna kumpla, próba sił przeniosła się do domu.Gdy ona wróciła ze szkoły, pies poczuł bratnią duszę, i chcąc pokazać siłę pogryzł swoją miskę.
-
witam. dzisiaj na spacerze byłem świadkiem pewnego zdarzenia.Streszczę pokrótce. Znajomi mają mieszańca owczarka kaukaskiego.Pies ma ok 2-3 lat, i został znaleziony przez nich rok temu na drodze poza miastem. Z początku nie sprawiał większych problemów, chociaż rzucał się czasami na inne psy i parę razy obszczekiwał dzieci.W domu przy próbie strofowania przez właściciela równiesz się odszczekiwał. Dzisiaj na spacerze parę razy oddalał się do innych psów i suk. Wyczuwał cieczkę.Kolega biegł po niego i przyprowadzał go przy wyrażnej niechęci psa.I nie to mnie zbulwersowało.Po kolejnym odbiegnięciu i nie reagowaniu za wołanie Tomek poszedł po niego i za kolczatkę prowadził go do nas.A wtedy pies zaczął warczeć i rzucać się na niego. Kiedy podeszli, znajomy założył mu kaganiec,lecz nie zapiął smyczy i zaczął podniesionym głosem strofować psa, który w pewnym momencie go zaatakował.Kolega uderzył go smyczą i wtedy się zaczęło.Pies rzucał się z wściekłością na niego ,a on zadawał razy smyczą. Po chwili uspokoili się, ale każdy miał już dość spaceru i rozeszliśmy się do domu. Chciałbym poznać wasze opinie na temat tego zdarzenia, bo z mojego punktu widzenia wyglądało to na bunt psa i klasyczną próbę sił.
-
Też miałem ten problem ale skorzystałem z porady kogoś z tego forum.A nauka wyglądała tak: Spacer zaczął się jak zwykle ciąganiem mnie po osiedlowych chodnikach.W pewnym momencie kiedy moja 1.5 roczna sunia ,mieszaniec doga z czymś tam(nawiasem mówiąc wzięta ze schroniska) jak zwykle parła do przodu niczym czołg, stanąłem jak wryty i podziwiając widoki zupełnie ignorowałem psa.Lana zatrzymana gwałtownym szarpnięciem oglądnęła się na mnie i próbowała ruszyć dalej.Ja jednak stałem jak głaz nie zwracając na nią uwagi.Możecie mi wierzyć lub nie ale staliśmy tak w biały dzień na środku osiedla bite 3 minuty.Coś chyba ją tknęło bo przyszła do mnie i z pewną taką nieśmiałością usiadła i zaczęła podawać łapę.Po tej przerwie ruszyliśmy dalej.Ciągnęła jak zwykle ale co jakiś czas oglądała się na mnie.Kiedy znów stanąłem z lekkim szarpnięciem smyczą i komendą "noga", przyszła od razu, usiadła i wyglądała na zdziwioną moim zachowaniem.I znów staliśmy dłuższą chwilę.Tak wyglądały wszystkie spacery w tym dniu,ale nazajutrz - cud,nie tylko nie ciągnęła,ale co chwila kontrolowała mnie wzrokiem, co wcześniej jej się nie zdarzało.I tak jest do dziś,od czasu do czasu jak się zapomni to wystarczy lekkie szarpnięcie smyczą z komendą -noga.Dodam tylko że metoda ta wymaga trochę odwagi-widziałem uśmieszki i :lol: spojrzenia ludzi na ulicy, kiedy tak sobie staliśmy na środku chodnika."Sprzedałem" tę metodę paru osobom i z tego co widzę z dobrym skutkiem.