hmmm, zastanawiam się, czy przypadkiem nie zrobiłaś kilku błędów, jakie ja między innymi popełniłem. wprawdzie nie mam wielkiego doświadczenia w wychowywaniu psów, choć miałem ich kilka, ale to były same kundelki i minęło kilka lat, odkąd miałem ostatniego, ale z drugiej strony zdążyłem w tym czasie dorosnąć i przemyśleć różne rzeczy. nie wiem co to za psiak, którego posiadasz, ale zapamiętaj jedno: pies jest zawsze kochany!!! :angel: to tak na marginesie :P pięć miesięcy to dużo, dziwne, że nie nauczył się jeszcze chodzić na smyczy. a kiedy zaczęłaś z nim wychodzić na smyczy? jeśli całkiem niedawno, to niedobrze. z piesem wychodzi się wcześniej. Ja mam dwumiesięczną amstaffkę i kilka dni po drugim szczepieniu zacząłem z nią wychodzić. oczywiście było to katorgą dla obu stron. ona się zapierała, a ja, z racji temeparamentu, musiałem się koncentrować, żeby nie eksplodować. ale powoli się docieraliśmy. jednak nie pomagały żadne smakołyki ani nic. jak kucałem, to podbiegała do mnie i się tuliła, jak wstawałem, to nie chciała dalej iść sama. raz się obraziłem na nią i zostawiłem ją samą ze smyczą i poszedłem przed siebie. o dziwo! sunia poszła za mną! wtedy zaczęła kiełkować pewna myśl: a gdyby tak kupić smycz z regulowaną długością? kupiłem i podziałało. piesek ceni sobie swobodę, lubi tu i tam zajrzeć, ale nie czuje ciągłego oporu na karku, nie zapiera się nogami, a jak widzi, że się oddalam, to idzie za mną. teraz jestem szczęśliwy. ona też chętniej na spacery wychodzi. a teraz jeszcze łazimy na polanę, gdzie bawi się swoimi zabawkami. powoli wszystko się układa. tak więc, być może ty też masz zwykła smycz, którą kupiłaś kierując się zasadą, że taniej, a później kupi się lepszą. jeśli tak, to spróbuj z regulowaną. jak pomoże, to daj znać. może pójdę na weterynarza-psychologa. taki polski, biały dr. dollitle :P