Ja odebrałam pierwszy poród mojej malamutki 29/30.09.03r. i do dziś pamiętam praktycznie każdą minutę z tamtej nocy.
Oczywiście przed porodem miałam przygotowane wszystko co trzeba,- kojec, gaze, rekawiczki, nozyczki , rivanol, reczniki itd... na kilka dni przed porodem mierzylam sunce temperature. Im blizej terminu tym bardziej sie denerwowalam. Po raz setny czytalam te same artykuly o odbiorze porodu i na zapas martwilam sie co bedzie jesli beda jakies komplikacje. :roll: i kiedy nadszedl dzien rozwiazania juz wiedzialam ze to niedlugo - praktycznie caly dzien siedzialam z suczka i o godzinie 15.40 zaczela sie akcja porodowa, ktora trwala do okolo 2 z minutami. tiiaaaa prawie 11 godzin na kolanach przed moja sunia spowodowalo gigantyczne zakwasy. Ale warto bylo. Praktycznie nie mialam duzo do roboty. Pierwszy piesek rodzil sie dlugo ale bez komplikacji. Kolejny byl drugi piesek 5 minut po pierwszym a pozniej juz same dziewczynki - z mniejszymi lub wiekszymi przerwami, 5 sunia urodzila sie zachlysnieta i troche nia pokolysalam zeby zaczela swobodnie oddychac, miala przez chwilke klopoty z uregulowaniem oddechu ale po kilkunastu minutach wszystko bylo w normie. No i takim sposobem doszlismy do 8 psiakow (ale to nie koniec). Wet po USG powiedzial ze minimalnie 6 bedzie takze spodziewalam sie ze moze byc wiecej no i po 2 godzinach od 8 suni urodzila sie 9-ta (ostatnia juz) niespodzianka wieczoru. Caly porod przebiegal bez komplikacji. Psiaki pod koniec czerwca koncza 9 miesiecy i wyrosly na zdrowe, dorodne malamuciatka :D 7 dziewcyznek i 2 chlopcow. :D