Witam wszystkich :) Jestem chyba szczęściarą, bo moja mała prawie w ogóle nie załatwiała się w domu... ale wymagało to dużo pracy z mojej (oraz innych domowników) strony.
Jest u nas odkąd miała 7 tygodni (teraz ma 3 miesiące)... i zaczęło się tak:
od pierwszych dni wychodziłam z nią nawet kilkanaście razy dziennie, chociaż na chwilkę, żeby zrobiła to co musi :wink: - za każdym razem po spaniu, jedzeniu, gdy zaczynała wąchać, podgryzać... i zadziałało :D
Już po tygodniu nie było problemu - gdy chciała iść na dwór zaczynała szczekać i podgryzać nas (lekko po rękach, lub za nogawki :wink: ), a rano piszczeć pod drzwiami...
Od tamtej pory zdarzyły jej się tylko 3, może 4 małe "kałuże" w domu :wink: , już od 2 tygodni nie było nic :D
Teraz rano potrafi sama się bawić i nie budzi nas oznajmiając piszczeniem chęć wyjścia: dopiero, gdy zobaczy, że ktoś wstał, przybiega i czeka na spacer (chyba, że już na prawdę nie może wytrzymać, to próbuje obudzić nas piszczeniem).
Zatem jedna rada - spacer za spacerem: po spaniu, jedzienu, zabawie, gdy zaczyna wąchać podłogę, etc , a ponadto smakołyk gdy zrobi to co powinna tam gdzie powinna. Powodzenia. Pozdrawiam :hand: