A żebyś wiedziała! Ja przeżywam poważny kryzys z tym psiakiem. Może nie liczyłam na to, że ustawi się kolejka chętnych na adopcję, ale że znajdzie się ktoś, kto choć zadzwoni i zapyta, żeby trochę uruchomić nadzieję. Sytuacja w domu jest napięta, bo przecież to nie jest wymarzony i zaplanowany piesek, spadła na nas niczym grom z jasnego nieba i niebo to jest teraz mocno szare. Nasze psy nie są już młode, wymagają leczenia, specjalnej karmy i specjalnej opieki - a to pochłania czas i pieniądze. Niestety nie starcza tego na kolejnego psa, staramy się zapewnić jej optymalną opiekę - spacery, przytulanie, leczenie - ale obawiam się, że to zmniejsza jej szansę na adopcję:(