tak się doczytuje w tym wątku skutecznych możliwości na te cholerne kleszcze i się pogubiłam... myślę, że dylemat mam dość popularny, a mianowicie zastanawiam się między kitlix'em a foresto, opinie są tak zróżnicowane, że nie wiem która obroża byłaby lepsza, a jest zdecydowanie u nas konieczna, poradzicie jeszcze coś ?
Na razie mamy tylko krople fiprex i znajduję wyschnięte kleszcze więc raczej działają, ale to zdecydowanie za mało. Wczoraj na spacerze zeszłam w naszą drogę spacerową, którą dość często chodzimy i wystarczyło iść poboczem, a łącznie zdjęłam z sierści Majki 17 kleszczy !! Potem w domu znalazłam jeszcze 9, z czego 3 wbite i dzisiaj rano kolejne 3 z czego jeden uschnięty ! Jestem przerażona ilością tego dziadostwa, aż boję się wychodzić z nią na jakikolwiek spacer, bo raz już chorowała na babeszjozę...a jest też trudno u Majki coś znaleźć, bo to mieszanka z malamutem i jest mega włochata, szczególnie na szyi. Nie wiem czy to tylko u mnie tyle tych krwiopijców czy co :(