-
Posts
26 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by Irga
-
Witam, na razie tego szczęścia nie da się dostąpić, bo jestem na chorobowym. Jak dobrze pójdzie, to w drugiej połowie marca mogę się już zacząć pojawiać na Lubelskiej i chętnie się z tym pointerzym stworzeniem zapoznam. Renata Czechowska
-
Po Chapsikowej nie mam już nic do dodania...W sprawie przekładania pola chodzenie samemu zygzakiem jest zbawienne i szybko daje dobre efekty, o ile pies wykazuje chęci poszukiwawcze. Własnie w 'Psie' przeczytałam, że próby zdaje prawie 90% psów, więc bez paniki - to jest naprawdę banalne i nie trzeba żadnych kursów przygotowawczych. No, to się wymądrzyłam, a 17 kwietnia zobaczymy jak mi pójdzie z Karmelką...
-
A poza tym, to jeśli zakładasz na forum temat o wystawie, to powinieneś spodziewać się różnych opinii, a nie tylko pochwał. Mamy kapitalizm, a ludzie, którzy wygłaszają tu swoje opinie, to są potencjalni klienci. Nie można się na nich obrażać i odsyłać do regulaminów oraz zadawać prace społeczne. Rola organizatorów jest trudna i często niewdzięczna, ale nie upoważnia do atakowania najmniejszych przejawów krytyki.
-
Wyżle, nie jestem ani za, ani przeciw wszystkiemu. Jeżeli mi się coś podoba, to jestem za, a jeśli nie, to jestem przeciw. Szczęśliwie nie jestem w sytuacji posłów, którzy muszą być za wszystkim tym, co akurat ich partia sobie wymyśli. Albo przeciw wszystkiemu, co wymyśli opozycja, chociażby to było nie wiem jak słuszne. Akurat w tym przypadku nie podoba mi się, że dobór sędziów do ras jest absolutnie przypadkowy i nie odzwierciedla ani ich kompetencji, ani upodobań wystawców. Ale jeśli Cię to pocieszy, to na klubówce, którą uważasz za konkurencyjną, sytuacja będzie podobna.
-
Zgadzam się z przedmówcą. Czy ja dobrze widzę, że gordony ma sędziowac pan Muller, a weimary pani Rachwalska?! Nie chciałabym się wypowiadać w imieniu całej społeczności gordoniej, ale znana mi jej cześć na pewno chętnie by się zamieniła. Pan Muller kilkakrotnie miał już okazję sędziowania seterów i wolelibyśmy, żeby tym razem uhonorował swoją osobą inną rasę.
-
Dyplom z prób, dowolnego stopnia obowiązuje suki od 2002 roku. Jeśli Twoja urodziła się wcześniej, to nie musi mieć. Gonek, to ten Twój pies jakiś indywidualista jest. Normalnie wypłaszanie to jest to, co one robią same z siebie i zwykle aż nazbyt chętnie. Może tam faktycznie nic nie ma, ale powinien przynajmniej sprawdzić. Czy się kiedykolwiek się zdarzyło, że coś mu wyfrunęło sprzed nosa? Bo może tego mu potrzeba, coby skojarzył, że to co on czuje, ma jakąś fizyczną postać? A lektura Dembinioka to bardzo dobry pomysł jest, my też się na nim wykształciliśmy.
-
A, no chyba, że z PZŁ...Ale na 99,999% to nie przeszło, i jest prawie tak jak dawniej, tylko wiatr jest jeden, a nie podzielony na górny i dolny, i trochę współczynniki pozmieniali. Nadal za wodę jest wysoki, więc jak tylko się zrobi cieplej na wiosnę, to należy braki w dziedzinie pływackiej nadrobić. A na stójkę trzeba chuchać, dmuchać i ją utrwalać. Jak wystawi, to go trzeba bardzo chwalić i starać się, żeby poczekał, dopóki do niego nie dojdziesz. A jak się uda, to na linkę go i dopiero po chwili pozwolić wypłoszyć. A jeśli wypłoszy bez wystawiania, albo bardzo krótko wystawi, to go trzeba na chwilę przywarować w miejscu, z którego wypłoszył. Na próbach może pogonić zwierzynę, i punktów za to nie odejmują, ale bardzo dobre wrażenie zrobicie, jeśli uda się jednak nie pogonić.
-
Ha, ale widzisz, ktoś już na taki pomysł wpadł i on był rozważany. 'Psy myśliwskie' chyba o tym zapodały. I zdaje się, że pomysł z aportem pochodził z Łodzi, więc myślałam, że wiesz coś więcej.
-
Ale chyba pomysł ze sprawdzaniem aportu na próbach upadł? Wyżle, masz jakąś wiedzę na ten temat?
-
Nie trzeba przygotowywać w takim sensie jak do konkursów, czyli jak w wątku 'wyżeł polujący'. Ale też trudno oczekiwać od psa, który po raz pierwszy jest w polu, a z wodą zetknął się w wannie, żeby od razu wiedział o co chodzi. Jeśli dla Twojego psa wyjście w pole, kontakt ze zwierzyną i możliwość pływania nie są rzadkością, to pozostaje tylko zapoznać się z regulaminem i skonfrontować jego zachowanie na spacerze z tym, czego ów regulamin wymaga. I prawdopodobnie będzie robił dokładnie to, o co w nim chodzi. A jeśli nawet nie dokladnie, to dość łatwo będzie poszczególne konkurencje dopracować. Natomiast jeżeli kontakty ze zwierzyną i wodą są sporadyczne, to trzeba ich częstotliwość zwiększyć, żeby miał okazję stosowne instynkty w sobie obudzić i rozwinąć. Warto nauczyć wchodzenia do wody na rozkaz, bo często psy wchodzą chętnie, ale tylko jeśli się coś do niej wrzuci. A za rzucanie odejmowane są punkty, poza tym można rzucać tylko przedmioty tonące, a nie np. patyki, do czego najczęściej psy są przyzwyczajone. W przypadku wyżłów kontynetalnych uprawnienia hodowlane psom daje tylko dyplom I stopnia, więc warto jednak się nieco przyłożyć do nauki, żeby nie tracić punktów na głupich drobiazgach, jak na przykład powyższy przykład z wodą. W próbach można startować dowolną ilość razy, ale dopóki pies nie skończy dwóch lat - potem zostają już tylko konkursy i field trialsy. Z moich obserwacji wynika, że większość psów próby zdaje, jak nie za pierwszym, to za którymś tam kolejnym razem. Z kontynentalnymi płci męskiej jest ten problem, że muszą mieć dyplom I stopnia, bo II czy III to największy głąb w końcu wymęczy. Chyba, że masz sukę, wtedy stopień dyplomu jest dowolny.
-
Przeoczyłam pytanie o gwizdki. Mymy z nimi bogate doświadczenia, ale mam pojęcia, co to jest gwizdek typu Daltona. Czy ktoś może uzupełnić moją wybrakowaną wiedzę? Wiem, że gwizdek nie powinien mieć kulki, choć ostatnio i takie w psich sklepach widziałam. Wyglądały jak do zabawy w policjantów i złodziei. W naszym przypadku najlepiej sprawdzają się takie, które słychać w krajach ościennych...Jeśli idę na spacer w jakims ludzkim towarzystwie, to każą mi ostrzegać przed gwizdaniem, żeby zdążyli zatkac uszy i uniknąć trwałego uszkodzenia słuchu. Miałam kiedyś gwizdek niesłyszalny dla ludzi, ale on okazał się być niesłyszalny też dla psów, zwłaszcza z dużej odległości. Zresztą takie niesłyszalne gwizdki są na konkursach zabronione. Potem miałam długo bardzo gustowny, metalowy gwizdek, którego jedyną wadą było przymarzanie do mnie w zimie - bywało, że stanowiliśmy jedną całość. Potem go zgubiłam i okazało się, że w całej Warszawie nie ma drugiego o takim dźwięku. Eksperymentowałam z różnymi, ale nie miały one na moje psy większego wpływu. Aż w końcu kupiłam bardzo paskudny, czarny i plastikowy, o dźwięku zdolnym obudzić umarłego i okazało się, że to jest to. Mamy go do dziś i bardzo sobie chwalimy. Ostatnio pojawiły się bardzo porządne, plastikowe gwizdki firmy Billik, o wiele bardziej od mojego czarnego paskudztwa estetyczne. Dźwięk mają też przemawiający do moich wychowanków, i jeśli zgubię gdzieś czarne paskudztwo, to pewnie sobie taki sprawię. Unikam za to gwizdków, które są w połowie plastikowe, a w połowie metalowe, bo im się te dwie części rozkręcają i nagle się okazuje, że możemy sobie tylko pofiukać przez rurkę, bo część gwiżdżąca nas niepostrzeżenie opuściła.
-
No, o zielonogórskich problemach z bażantami to już słyszałam. Nawet Wasz szanowny hodowca przyjechał raz potrenowac z Nel na naszych bażantach. Bardzo było zabawnie, bo Nel działa na inne gwizdki niż Jacht i sobie wzajemnie psy wyłączaliśmy. Jak Nel miała wrócić, to Jacht warował, a jak gwizdałam na Jachta, to kładłam Nel. Julla, jak już będziesz miała małego potwora na chodzie, to daj znać, pójdziemy sobie na spacer. Może do tego czasu nam nic jeszcze nie wybudują. A skąd to zwierzę będzie pochodzić?
-
Ha, oczywiście, że znam! On tu nawet kiedyś się pokazywał, ale teraz gdzieś zanikł. W lecie jeździliśmy razem na wystawy i inne atrakcje, a potem wykorzystywałam go systematycznie w pokazach psów myśliwskich z okazji różnych okazji. Ostatnio z okazji targów łowieckich. A jeśli chodzi o studia, to prawie koleżanki jesteśmy, bo ja architekturę krajobrazu na SGGW skończyłam.
-
Tropienie jest na pewno łatwiejsze, ale nie jest konkurencją typową dla wyżłów, które przede wszytkim powinny wykazać się stójką. Dyplom z konkursu tropowców nie uprawnia wyżła do certyfikatu użytkowości, a co za tym idzie do startowania na wystawach w klasie użytkowej ani do otrzymania tytułu interchampiona. Zresztą z tą łatwością też różnie bywa, dla nas to żadne ułatwienie, bo wyżły brytyjskie zwykły się posługiwac górnym wiatrem. Co zresztą boleśnie odczuwam przy trenowaniu włóczek.
-
Mam je na Polach Wilanowskich, dopóki mi tam Miasteczka Wilanów nie wybudują. Bażantów dużo, kuropatw ze dwa całkiem spore stadka, zając chyba jeden...Czasem go widujemy. A co studiujesz?
-
Jak się chce, to te problemy techniczne da się przeskoczyć. Nie poluję i do niedawna nie miałam żadnych znajomych myśliwych, wiedzę czerpałam z książek. Żywe bażanty i kuropatwy mam 20 minut od domu, choć mieszkam w Warszawie. Nieżywe do aportu kupowałam od hodowców. Farby nie potrzebuję, bo startujemy w klasie wielostronnej, gdzie tropienie po farbie nie jest wymagane. Problem strzałów rozwiązał pistolet startowy. Efekt: dwa psy z dyplomami I stopnia z konkursów wyżłów. Młodszy już czasem bywa na polowaniach i radzi sobie bardzo przyzwoicie. Jeśli rzeczywiście jest problem z pomocami naukowymi do aportowania, to zawsze pozostaje jeszcze szkolenie do field trialsów, gdzie liczy się tylko sposób szukania, stójka i respektowanie zwierzyny - żadnych aportów,tropienia, bobrowania w szuwarach itp. tam się nie wymaga.
-
Cześć, Wyżle. Z mojej wiedzy wynika, że metryka jest ważna przez całe życie psa i w dowolnym jego momencie można na jej podstawie wyrobic rodowód. Dawniej rzeczywiście była ważna przez rok, ale teraz już tak nie jest. Możliwe, że gdzieniegdzie używane są jeszcze stare druki metryk z takim napisem, bo pierwsze Ziółka takie miały i się upewniałam, czy to na pewno nie jest prawda. Natomiast jeśli już pies ma rodowód, to po zmianie właściciela trzeba w nim tylko ten fakt odnotować, ale nowego rodowodu istotnie wyrabiać nie trzeba.
-
Wcale nie będzie trudno znaleźć. Zaraz tu przyślę Alenkę.
-
No właśnie nigdy jeszcze na Stasiaka nie trafiłam. W zeszłym roku gdzieś się pojawił i byłam ciekawa co to za nowa osoba, ale w końcu się na tę wystawę nie zgłosiłam. Ale on z wyżłami chyba niewiele ma wspólnego.
-
Z wyżlich konkursów. A jesteśmy z Warszawy. Jak tam u Was na wystawie poszło?
-
Anuszka zza Starej Górki? To mamy wspólnych znajomych w osobie Waszego hodowcy. Pozdrowienia od Jachcia-Wiewiórka.
-
Owszem, czytała. I podobnie pouczających nie znam, ale różne różności (głównie, nie chwaląc się, mojego autorstwa) są w 'Artykułach' na link usunięty - jest juz nie dzialajacy
-
Podstawą szkolenia pod kątem myśliwskim są umiejętności przydatne każdemu psu i takie są tam zawarte w rozdziale 'Wychowanie i szkolenie wstępne'. Siadanie, warowanie, chodzenie przy nodze, reagowanie na gwizdek i znak ręką to nie są jakieś mysliwskie ekstrawagancje, tylko artykuły pierwszej potrzeby. A jeśli chodzi o rozdział 'Szkolenie użytkowe' to aportowanie (niekoniecznie przecież zwierzęcia), czy spokój przed uchodzącą zwierzyną, też są godne polecenia. Sposób szukania, ściąganie, wystawianie, może też sekundowanie - to są z kolei rzeczy, które wyżeł powinien robić sam z siebie i dobrze jest wiedzieć jak to wygląda, żeby zdawać sobie sprawę, co nasz pies robi w polu, bo to po prostu fajne jest. Jest w tej książce sporo wiadomości nieprzydatnych w praktyce osobom niepolującym, ale dla poszerzenia wiedzy ogólnej można je wykorzystać.
-
Chapsikowo, po wysłaniu zaraz sobie pomyślałam, że nie pozostawisz tego bez komentarza. I nawet chciałam uzupełnić, że głównie o agresję w stosunku do ludzi mi chodzi, ale mi nie chciało pójść z niewiadomych przyczyn. A między psami, jak to między facetami, jedni się lubią bardziej, a inni mniej i czasem sobie muszą dać w ryj. Chociaż Chapsik ma tę potrzebę wyjątkowo często...
-
A co do rankingu hodowców, to oficjalny nie istnieje. A nieoficjalnych jest tyle, ile hodowców i ludzi zainteresowanych rasą-każdy ma swój własny. Osoba hodowcy ma o tyle związek z charakterem, że jest niezbędna do prawidłowej socjalizacji szczeniąt. Jeśli tego zaniedba, to psy będą bojaźliwe, histeryczne i ogólnie słabo przystosowane do życia w społeczeństwie. Reszta zależy od tego, co szczeniaki odziedziczą po rodzicach - jeśli rodzice będą bardzo temperamentni, to jest duże prawdopodobieństwo, że potomstwo również. I na pewno w niektórych hodowlach są setery o większym, a w innych o mniejszym temperamencie. Ważne, żeby w żadnym kierunku nie przesadzić, bo zbyt spokojny seter, który w polu snuje się za właścicielem, to już nie jest seter, tylko pożałowania godny flegmatyk. Seter powinien byc wulkanem energii, ale pozytywnej - bez cienia lękliwości, agresji i histerii.