Spuszczam ze smyczy tylko w odludnych i odpsich miejscach. Na szczęście psy mają duży ogród do wybiegania, a miejsca odludne mam blisko.
Mufta nie atakuje poza swoim terenem, ale raz nie spodobał się rowerzysta i ludzie raczej się jej boją, więc nie ryzykuję. Kagańca używam tylko u weterynarza, tzn. wożę ze sobą na wszelki wypadek, potrzebny był tylko raz, po wybudzeniu z narkozy.
Tagir to dzieciak, więc nieprzewidywalny i nie słucha się za bardzo. Dlatego smycz jest prawie zawsze tam gdzie ludzie, inne psy i samochody.