Hanas, moj nie wyl, ja zanim wzielam psa, to pol roku wyczytywalam oczy, bo wiedzialam, ze moj lab bedzie zostawal w domu przez 8 godz. - na poczatek wzielam kilka dni urlopu, a pozniej urlopowalam sie po pol dnia, a po 3 tygodniach chodzilam juz do pracy normalnie...
ja stosowalam chyba podobna metode do Twojej drugiej pani szkoleniowiec - wychodzenie na 10, 20, 30 min itd... zawsze przed wyjsciem zostawialam mu smakolyk, przy wychodzeniu pozniej na dluzej dostawal smakolyki w pilce snack ball:
http://www.karusek.com.pl/produkt.php?prod_id=2231&action=prod
- pies trulajac pilke wyjmuje sobie smakolyki, mozna tez stosowac konga - widzialam, ze ktos Ci juz go polecal, ja wybralam pilke, bo sobie pomyslalam, ze pies turlajac i biegajac za pilka szybciej sie zmeczy... do tego nigdy nie mial do dyspozycji zabawek kiedy ja bylam w domu - dostawal je w momencie kiedy wychodzilam, no a przede wszystkim przed wyjsciem porzadny spacer, dobra godzinka i nie wazne czy deszcz czy snieg... oczywiscie zadnego zegnania sie, ani witania, wyjscie i przyjscie ma byc sprawa normalna...
w tej chwili moj pies ma skonczone 2 lata, a ja juz z przyzwyczajenia szykuje mu miske z zarciem wtedy, kiedy sobie sniadanie, miska czeka wysoko na moje wyjscie i - wbrew teorii dominacji - zestawiam mu miske w momencie kiedy wychodze, czasem mam wrazenie, ze moj pies nie moze sie doczekac kiedy ja juz sobie pojde... 8)
no i pamietaj, ze nie oduczysz psa niczego w 5 minut, na wszystko potrzeba duzo czasu - wiadomo, ze zawsze latwiej jest zapobiegac, bo pozniej wszystko trwa dluzej...
cierpliwosci Ci zycze i na razie nie mysl o zadnych anafranilach...