Witam, zarejestrowałem się przed momentem by napisać o moim bardzo kłopotliwym psie, bo , nie ukrywam jestem już dość zdesperowany. Zaczynając od początku, mam psa, 15-letniego amstaffa (samca), dokładnie 15 lat skończy 7 marca czyli za niespełna miesiąc, mam go od szczeniaka i zawsze był psem niezwykle trudnym , teraz jednak , na starość stał się psem z którym na prawdę trudno wytrzymać pod jednym dachem. Od młodości był psem nieposłusznym , ekstremalnie temperamentnym (wręcz szalonym) nawet jak na swoją rasę (amstaffy słyną z temperamentu), niszczycielskim (jeśli chodzi o stan mieszkania) , jakby tego było mało nigdy do końca nie oduczył się załatwiania w domu. Był szkolony u 3 treserów na psa towarzysza, zdobyl nawet jakieś papiery potwierdzające owo jego przeszkolenie i zdane egzaminy ale w żaden sposób nie przełożyło się to na lepsze zachowanie w domu (na którym zależało mi zdecydowanie bardziej niż na wykonywaniu komend których go tam uczono). Mieszkam we trójkę z rodzicami w około 100 metrowym mieszkaniu w bloku z psem, oni sa już mocno po 60tce, ja lekko po 30-tce, ja mógłbym to wszystko wytrzymać ale oni ... wyraźnie nie mają już sił do tego psa, są już niemal załamani. Jak twierdzą pies zabrał im 15 lat życia (robiąc z niego gehennę). Pies po ukończeniu 10 lat stał się minimalnie mnie temperamentny ale za to znacznie częściej załatwia się w domu (zdaza mu się sikać nawet do mojego łóżka...), chociaż stał się minimalnie mniej szalony , "zrekompensował" to jeszcze bardziej uciążliwym zachowaniem, nie ma mowy by wytrzymał u mnie w pokoju zamknięty ze mną, kiedyś gdy ja pracowałem na komputerze on spal obok na moim łóżku, teraz gdy nie ma pootwieranych wszystkich drzwi w mieszkaniu, lamentuje. Nie ma mowy by rodzice zamknęli się przed nim a on został tylko ze mną i miał do dyspozycji tylko mój pokój. Nie ma mowy by coś w jego obecności zjeść, zaczynają się lamenty, szczekanie itp. Nawet gdy szykuje jedzenie dla niego a on jest zamknięty w boksie szczeka by mnie popędzić, nieustannie chce czegoś innego, ale zawsze czegoś chce - coś mu nie pasuje. Wszystko jednak przebija sikanie które ostatnimi czasy wraz z wiekiem stało się jeszcze czestsze (wyraźnie więcej tez pije, chociaż mam wrazenie że może to robić niejako z podniecenia). Jedyne istotne plusy jakie mogę dostrzec to to że nigdy nie był agresywny i "końskie" zdrowie jakim się zawsze cieszył, przeszedł co prawda kilka miesięcy temu jedyną w swoim zyciu operacje - usuniecia nowotworu śledziony i guza jąder (nie obyło się bez kastracji), spędził tydzień w szpitalu i przez moment wydawało się że jego życie jest zagrożone, bardzo martwiliśmy się o niego bo mimo wszystko kochamy tego psa (obawiam się że bez wzajemności bo nigdy nie widziałem z jego strony oznak przywiązania, mam nadzieje jednak że mogę być w błędzie), ale po powrocie do domu z dnia na dzien odzyskał pełnię sił i wigor. W krótkim czasie znow stał się nieznośny. Rodzice nie mają już sił, mnie też powoli opadają już ręce, nie wyobrażam sobie sytuacji oddania go do schroniska, tyle już czasu z nim wytrzymaliśmy, tyle że choć zawsze był trudny nigdy aż tak jak teraz. Nie chciałbym aby doszło do sytuacji gdy moi rodzice autentycznie znienawidzą tego psa i podświadomie będą czekac na jego śmierć. Mając 15-letniego psa i jakies zasady etyczne nie wyobrażam sobie innej opcji niż zycie z nim do końca, przypuszczam jednak że gdyby ktoś doświadczony z takimi psami chciał go przygarnąć a ja wiedziałbym ze będzie mu tam dobrze a on baedzie radzil sobie z tym psem lepiej to pewnie oddałbym mu go. Te 15 lat były tak na prawdę męką zarówno dla nas jak i dla niego, cześc dnia pies spedza zamknięty w boksie, co umozliwia nam chociażby przygotowywanie posilkow i jedzenie. Siakanie w domu niewątpliwie jest związane z wiekiem, pies jak wynika z badań ma jednak zdrowy pęcherz, innych problemów również weterynarze nie stwierdzili od czasu tamtego zabiegu, pies wychodzi na spacer 4 razy dziennie. Mój tato spiera się ze mną o to by dawać psu mniej wody, tylko do jedzenia , aby mniej sikał (twierdzi że pies pije tak często nie z pragnienia a z podniecenia i niecierpliwości), ja wychodze z zalozenia że miska powinna być pelna zawsze. Nie wiem czy ta sytuacja jest rozwiązywalna ale jeśli ktoś z Was może mi coś poradzić , będę wdzieczny.