Jump to content
Dogomania

michal_pl

Members
  • Posts

    5
  • Joined

  • Last visited

michal_pl's Achievements

Newbie

Newbie (1/14)

10

Reputation

  1. Napisałem ze schronisko nie wchodzi w grę.
  2. [quote name='toyota']Michal_pl, temu psu tak naprawdę niewiele już życia zostało, taka prawda.[/QUOTE] Rozumiem że masz na mysli zmiany w wątrobie o których pisałem ? Generalnie pies robi nadal wrażenie jakby czas się go nie imał, zawsze tak było, weterynarze często nie mogli uwierzyć gdy mówiłem ile ma lat, nawet dziś mówią że na oko daliby mu z 8. Patrząc na jego dzisiejszą kondycje można odnieść wrazenie że jest to pies przed którym jeszcze całkiem sporo życia. Gwoli ścisłości chciałbym by tak było, mimo tej całej męki z nim... Co innego jeśli chodzi o moich rodziców, sami nie cieszą się już najlepszym zdrowiem i pies przy swoim zachowaniu jest ogromnym obciążeniem.
  3. [quote name='gryf80'][B]michale[/B] moim zdaniem powinieneś zbadać jednak psu krew-tak jak pisałam wyżej[/QUOTE] Nie dopisałem, krew była badana 2 miesiące temu po operacji, wyniki były dobre.
  4. Dziekuje za dotychczasowe odpowiedzi, dodam że pies miał robione badanie moczu kilka dni temu i stwierdzono zdrowie pęcherza. Serce również ma zdrowe, ogolna kondycja jest bardzo dobra. Jak wspomniałem 2 miesiące temu pies przeszedł operacje usuniecia nowotworu śledziony oraz guza jąder i musiał być również wykastrowany, okazało się jednak wówczas że ma również niewielkie zmiany nowotworowe w wątrobie (dwa ogniska), nie ma możliwości operacji wątroby ale weterynarz stwierdził że może z tym żyć. Nie wiem czy może mieć to wpływ na to obsesyjne picie wody...
  5. Witam, zarejestrowałem się przed momentem by napisać o moim bardzo kłopotliwym psie, bo , nie ukrywam jestem już dość zdesperowany. Zaczynając od początku, mam psa, 15-letniego amstaffa (samca), dokładnie 15 lat skończy 7 marca czyli za niespełna miesiąc, mam go od szczeniaka i zawsze był psem niezwykle trudnym , teraz jednak , na starość stał się psem z którym na prawdę trudno wytrzymać pod jednym dachem. Od młodości był psem nieposłusznym , ekstremalnie temperamentnym (wręcz szalonym) nawet jak na swoją rasę (amstaffy słyną z temperamentu), niszczycielskim (jeśli chodzi o stan mieszkania) , jakby tego było mało nigdy do końca nie oduczył się załatwiania w domu. Był szkolony u 3 treserów na psa towarzysza, zdobyl nawet jakieś papiery potwierdzające owo jego przeszkolenie i zdane egzaminy ale w żaden sposób nie przełożyło się to na lepsze zachowanie w domu (na którym zależało mi zdecydowanie bardziej niż na wykonywaniu komend których go tam uczono). Mieszkam we trójkę z rodzicami w około 100 metrowym mieszkaniu w bloku z psem, oni sa już mocno po 60tce, ja lekko po 30-tce, ja mógłbym to wszystko wytrzymać ale oni ... wyraźnie nie mają już sił do tego psa, są już niemal załamani. Jak twierdzą pies zabrał im 15 lat życia (robiąc z niego gehennę). Pies po ukończeniu 10 lat stał się minimalnie mnie temperamentny ale za to znacznie częściej załatwia się w domu (zdaza mu się sikać nawet do mojego łóżka...), chociaż stał się minimalnie mniej szalony , "zrekompensował" to jeszcze bardziej uciążliwym zachowaniem, nie ma mowy by wytrzymał u mnie w pokoju zamknięty ze mną, kiedyś gdy ja pracowałem na komputerze on spal obok na moim łóżku, teraz gdy nie ma pootwieranych wszystkich drzwi w mieszkaniu, lamentuje. Nie ma mowy by rodzice zamknęli się przed nim a on został tylko ze mną i miał do dyspozycji tylko mój pokój. Nie ma mowy by coś w jego obecności zjeść, zaczynają się lamenty, szczekanie itp. Nawet gdy szykuje jedzenie dla niego a on jest zamknięty w boksie szczeka by mnie popędzić, nieustannie chce czegoś innego, ale zawsze czegoś chce - coś mu nie pasuje. Wszystko jednak przebija sikanie które ostatnimi czasy wraz z wiekiem stało się jeszcze czestsze (wyraźnie więcej tez pije, chociaż mam wrazenie że może to robić niejako z podniecenia). Jedyne istotne plusy jakie mogę dostrzec to to że nigdy nie był agresywny i "końskie" zdrowie jakim się zawsze cieszył, przeszedł co prawda kilka miesięcy temu jedyną w swoim zyciu operacje - usuniecia nowotworu śledziony i guza jąder (nie obyło się bez kastracji), spędził tydzień w szpitalu i przez moment wydawało się że jego życie jest zagrożone, bardzo martwiliśmy się o niego bo mimo wszystko kochamy tego psa (obawiam się że bez wzajemności bo nigdy nie widziałem z jego strony oznak przywiązania, mam nadzieje jednak że mogę być w błędzie), ale po powrocie do domu z dnia na dzien odzyskał pełnię sił i wigor. W krótkim czasie znow stał się nieznośny. Rodzice nie mają już sił, mnie też powoli opadają już ręce, nie wyobrażam sobie sytuacji oddania go do schroniska, tyle już czasu z nim wytrzymaliśmy, tyle że choć zawsze był trudny nigdy aż tak jak teraz. Nie chciałbym aby doszło do sytuacji gdy moi rodzice autentycznie znienawidzą tego psa i podświadomie będą czekac na jego śmierć. Mając 15-letniego psa i jakies zasady etyczne nie wyobrażam sobie innej opcji niż zycie z nim do końca, przypuszczam jednak że gdyby ktoś doświadczony z takimi psami chciał go przygarnąć a ja wiedziałbym ze będzie mu tam dobrze a on baedzie radzil sobie z tym psem lepiej to pewnie oddałbym mu go. Te 15 lat były tak na prawdę męką zarówno dla nas jak i dla niego, cześc dnia pies spedza zamknięty w boksie, co umozliwia nam chociażby przygotowywanie posilkow i jedzenie. Siakanie w domu niewątpliwie jest związane z wiekiem, pies jak wynika z badań ma jednak zdrowy pęcherz, innych problemów również weterynarze nie stwierdzili od czasu tamtego zabiegu, pies wychodzi na spacer 4 razy dziennie. Mój tato spiera się ze mną o to by dawać psu mniej wody, tylko do jedzenia , aby mniej sikał (twierdzi że pies pije tak często nie z pragnienia a z podniecenia i niecierpliwości), ja wychodze z zalozenia że miska powinna być pelna zawsze. Nie wiem czy ta sytuacja jest rozwiązywalna ale jeśli ktoś z Was może mi coś poradzić , będę wdzieczny.
×
×
  • Create New...